
"Podziobała mnie w ucho", "musiałem jechać przez nią do szpitala", "tak mnie przestraszyła, że spadłam ze schodów" – to tylko niektóre ze skarg dotyczących wron. Naprawdę jest tak źle, jak twierdzą mieszkańcy? Dlaczego wrony atakują?
Dzień dobry, czy w ostatnim czasie kogoś z Państwa zaatakowały wrony w okolicy ul. Pirenejskiej?" – tak zaczyna się wpis pani Aleksandry. Warszawianka opublikowała go na grupie mieszkańców Bemowa. Okazało się, że nie tylko ona padła ofiarą ptaków.
"Mnie wrony zaatakowały przy przedszkolu córki. Na szczęście miałam we włosach dużą spinkę, bo miałabym podrapaną głowę. W tym samym miejscu atakowały innych ludzi i psy" – skomentowała post sąsiadka zaatakowanej kobiety.
Podobnych historii jest więcej. Pana Łukasza wrona podziobała w ucho i musiał jechać do szpitala. Na miejscu zrobiono mu zastrzyk przeciw tężcowi i zaopatrzono rany. 39-latek został zaatakowany, gdy wchodził w krzaki po piłkę.
Kiedy pani Małgorzata wychodziła z klatki schodowej, wrony zaatakowały ją tak, że przestraszyła się i spadła ze schodów. – Na szczęście skończyło się na kilku siniakach, ale przez chwilę czułam się jak w filmie Hitchcocka – mówi w rozmowie z naTemat.
Wrony są agresywne, bo bronią gniazd
"Ptaki" Hitchcocka to jeden z najlepszych thrillerów w historii. Opowiadają o agresywnych ptakach, które przejmują władzę nad miastem i przerażonych mieszkańcach. Zapytaliśmy Straż Miejską w Warszawie, czy na Mazowszu czeka nas podobny scenariusz.
– Od 1 stycznia 2019 roku wpłynęło 10 zgłoszeń dotyczących ataków wron na ludzi – informuje Referat Prasowy Straży Miejskiej m.st. Warszawy. Strażnicy wyjaśniają, że większość zgłoszeń ma miejsce w okresie wiosennym.
– Niektóre dorosłe ptaki (wrony, gawrony czy sroki), kiedy widzą zagrożenie swoich piskląt, mogą zaatakować człowieka – mówią w rozmowie z naTemat. Funkcjonariusze przypominają, że okres lęgowy u wron trwa od kwietnia do lipca. Wrony, kiedy wysiadują jaja i wychowują młode, działają pod wpływem instynktu, który każe im przepędzić intruza. Najlepszym rozwiązaniem w razie konfliktu z ptakami jest omijanie ich gniazd. Płoszenie wron w okresie lęgowym jest nielegalne.
Wronich podlotów nie wolno dotykać
W maju i w czerwcu małe wrony zaczynają opuszczać gniazda, żeby nauczyć się latać. Takie ptaki, tzw. podloty, mogą siedzieć same na ziemi i nawoływać mamę i choć wyglądają na zagubione lub porzucone, lepiej ich nie ruszać.
– Chcąc ratować ptaka uczącego się latać, można mu bardziej zaszkodzić niż pomóc, a na dodatek narazić się na niebezpieczeństwo ataku jego rodziców – przestrzega w rozmowie z naTemat Straż Miejska w Warszawie. Słowa strażników potwierdza historia pani Izy.
"Mnie wrona zaatakowała przy ul. Perzyńskiego. Na ziemi leżało pisklę. Chciałam mu pomóc i przenieść je na drzewo, ale wtedy pojawiła się wrona, która podziobała mnie po rękach i twarzy" – czytamy na Facebooku.
– Już od wielu lat kiedy apelujemy do mieszkańców, że widząc takiego podlota lub całe ptasie gniazdo lepiej zadzwonić po specjalistów z Ekopatrolu niż samemu ingerować w prawa natury – skarżą się strażnicy z Warszawy.
Zobacz także
– W sytuacji, kiedy pisklę wymaga pomocy strażnicy przewożą podlota do Ptasiego Azylu na terenie warszawskiego ZOO. Jeżeli pisklę jest zdrowe, a w okolicy są jego rodzice, ptak pozostawiany jest w swoim środowisku naturalnym – wyjaśniają.
Zapytaliśmy strażników, czy reagować, gdy widzimy samotne pisklę. – Tak, ale z rozwagą i tylko wtedy, kiedy jest taka konieczność: kiedy pisklę znajduje się w miejscu potencjalnie niebezpiecznym, kiedy jest ranne albo kiedy spadło całe gniazdo – tłumaczą eksperci.
We wszystkich innych przypadkach małą wronę i jej mamę należy zostawić w spokoju, a ich gniazdo omijać szerokim łukiem – to najlepszy sposób na uniknięcie ataku rozwścieczonej mamy-wrony.
