
Jarosław Kaczyński jest zwykle odporny na wszelkie krytyczne opinie opozycji. Okazuje się jednak, że jest jeden argument, który może sprawić, iż przywódca PiS w kilka chwil jest zdolny zablokować kuriozalne zmiany prawa. To argument z kota prezesa.
REKLAMA
To nie żart, właśnie dowiodła tego opozycja przed jednym z dzisiejszych głosowań w Sejmie. Chodziło o zmiany w ustawie o ochronie zwierząt. Projekt przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości zakładał, że ludzie skazani za znęcanie się nad zwierzętami po odbyciu kary będą mogli odzyskać skrzywdzone przez siebie stworzenia. Przeciwko temu kuriozalnemu pomysłowi od dłuższego czasu protestowała opozycja, ale także tę "dobrą zmianę" trudno było powstrzymać.
Aż do czwartkowych obrad Sejmu, gdzie politycy opozycji postanowili poruszyć sumienie samego Jarosława Kaczyńskiego, który znany jest jako wielki miłośnik zwierząt. Od lat jego najbliższymi towarzyszami życia są koty. Kiedy jesienią 2011 roku zdechł słynny Alik, prezes Prawa i Sprawiedliwości przygarnął kotkę Fionę. – Tyle bożych stworzeń jest do przygarnięcia na tym świecie. A prezes jest wyczulony zwłaszcza na los tych odrzuconych zwierząt: chorych, porzuconych, cierpiących w schroniskach – informował wówczas Joachim Brudziński. Później na Żoliborz trafił także kocur Czaruś.
Nic więc dziwnego, że odwołanie się do kociarskiego sumienia Jarosława Kaczyńskiego zadziałało. Najpierw doprowadził on do zarządzenia przerwy w w obradach Sejmu, a następnie wszedł na ławy rządowe i zrugał wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego. Nietęgą minę miał też sam szef MS Zbigniew Ziobro. Interwencja prezesa trwała kilka minut, po czym okazało się, iż absurdalne zmiany działające na korzyść oprawców zwierząt znikają z porządku obrad.