Zibi, kot do którego piszą ludzie
Zibi, kot do którego piszą ludzie Fot: Facebook.com/ZibiTheGrunt

O tym, że koty potrafią podbić nasze serca (zwłaszcza w internecie) wiemy nie od dziś. Furorę robił swego czasu Grumpy Cat. W Polsce natomiast powstał cały kult „Paczaizmu” od kota z "Co ja pacze". Jednak w życiu nie zdawałbym sobie sprawy z tego, że ludzie sami mogą wcielać się w role kotów. Nie sądziłem również, że internauci będą próbować rozmawiać z kotami. A robią tak. Skąd wiem? Bo założyłem fanpage'a dla kota na Facebooku, a świat kociarzy mnie przeraził.

REKLAMA
Parę miesięcy temu wraz z narzeczoną szukaliśmy towarzystwa dla naszej kotki Nusi małego kocurka. Akurat nasz przyjaciel miał do oddania małe persy, więc zgłosiliśmy się po jednego z nich. Rudowłosy Zibi (na cześć Zbigniewa Bońka) od razu podbił nasze serca. I nie tylko nasze. Wystarczy spojrzeć na jego twarz. Jest brzydki, ale zarazem uroczy.
Wiele osób powtarzało nam, że jest zabawny, więc od czasu do czasu wrzucaliśmy jakieś śmieszne zdjęcie. W końcu ile jest kotów, które śpią w dziwnych miejscach, bądź kąpią się w wannie? Tyle, że za dużo było zabawnych sytuacji, by co chwilę wrzucać jego zdjęcia na nasze prywatne profile. Dlatego skusiliśmy się na pewien eksperyment i zobaczyć, czy nasz kot stanie się równie sławny co chociażby kotek "Co ja pacze"
Założyliśmy mu fanpage i chcieliśmy z ciekawości zobaczyć, czy a nuż stanie się nowym „Grumpy Catem”. Dlatego, że miał minę jakby chciał stękać (a na dodatek ciągle mruczy) skorzystaliśmy z dwojakiego sposobu używania angielskiej nazwy „Grunt” i nazwaliśmy jego fanpage „Zibi the Grunt”. Wszystko robiliśmy z przymrużeniem oka. Tyle że, wówczas nie wiedzieliśmy, że otworzyliśmy puszkę Pandory pełnej kociej karmy.
logo
Zibi śpi z butelką... Fot; Facebook

Przez pierwsze tygodnie Zibi zebrał zaledwie osiem polubień. Wynikało to z tego, że nie mieliśmy zamiaru promować strony na naszych profilach. O istnieniu fanpage'a poinformowaliśmy „największych” fanów rudej kulki kłaków. Sporadycznie wrzucaliśmy zdjęcia naszego kota i na tym się kończyło. Aż do momentu, kiedy tydzień temu odezwał się do nas Pierre, kotek identyczny do Zibiego, tyle że bez jednego oka. Nie wiem jak nas znalazł, ale napisał do Zibiego, że jest do niego podobny i chce mu pomóc się wypromować. Kładliśmy się spać z ośmioma polubieniami, obudziliśmy się z prawie 300. W ciągu tygodnia zebraliśmy ponad tysiąc. Dlaczego?
logo
Pierre, jednooki "przyjaciel" Zibiego Facebook.com/Pierrekitty

W mgnieniu oka zostaliśmy wchłonięci w świat kociarzy. To, co miało być jedynie zabawą, nagle stało się zupełnie innym światem, w którym ludzie myślą, że są kotami. Bo jak się okazuje Zibi i Pierre nie są jedynymi kotami, które są obecne na Facebooku. Na ich profilach nie dyskutuje się na temat kotów, a z kotami. Wszyscy piszą do Zibiego i traktują go jak człowieka. Czasami zwracają się do niego jako inne koty, a czasem jako realne osoby. Nie wiadomo tylko, czy śmiać się, czy płakać, że w taki sposób ludzie podchodzą do kota.
Prawda jest taka, że liczba piszących listy do kota osób na tyle się zwiększyła, że nie mamy czasu odpisywać. Słownictwo jakie używają też jest zabawne, bo zamiast zwykłych słów używają "kociego" języka. A wiadomości pochodzą z każdego miejsca na świecie. Są i ze Stanów, oraz krajów arabskich. Czasami inne koty ich tu przysłały (fanpage), czasami są to osoby prywatne. Więc wiadomości bywają dziwne.
Czasami ktoś po prostu prosi o udostępnienie profilu ich zwierzaka. Nie robimy z tym problemów, bo co nam szkodzi wrzucić jakieś zdjęcie. Sami tego nie robimy, bo to dziwne pisać do kogoś obcego „Hej, jestem rudym kotem, który ma krzywy ryjek i szukam lajków. Czy mnie może polubisz?”.
Jest jedna pani, która dzień w dzień zagaduje Zibiego. Nie wiem nawet skąd jest i czym się zajmuje. Dzień w dzień pisze i pyta się, co u niego słychać, co porabia, czy kogoś przypadkiem nie podrapał. Z grzeczności jej odpowiadaliśmy, mówiliśmy że na coś tam czekamy, czy że piliśmy mleko. Ale robimy to z politowania, bo zżyła się z postacią, którą stworzyliśmy w jej wyobraźni. Choć przyznam, że po tygodniu staje się to męczące.
Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że to tylko kotek. Dzięki niemu się śmiejemy, bo jest zabawny, ale nie sądzę, bym miał czas pisać listy do innych kotów. Czasami przez ten fanpage odnoszę wrażenie, że Zibi został psychologiem, spowiednikiem. Jest „osobą”, która musi wysłuchać mnóstwo porad życiowych, lub wspomnień osobistych.
logo
Zibi pije ze szklanki Fot: Facebook.com

List "czytelniczki"

Zibi,
wiele lat temu, kiedy sama miałam mojego rudego maluszka nie pił nic, co nie było podane w wysokiej szklance. I wiele lat wcześniej, mój malutki pers nie pił nic innego niż woda z fioletowej miseczki. CZYTAJ WIĘCEJ


Inna pani napisała kotu, by na wszelki wypadek zostawił trochę futra w wodzie. Po to, by ostrzec nas, że pił z naszej szklanki. Zabawne, aczkolwiek skoro nagraliśmy ten filmik to chyba oczywiste, że wiemy, co robi. Czy ludziom aż tak bardzo się nudzi, czy może jest coś innego co powoduje, że zachowują się, jakby zwierzak naprawdę prowadził stronę Facebookową. Może nasza kotka Nusia aka Foka kręci filmiki z nim w roli głównej. Nie wiedziałem, że film dziecięcy o psach i kotach może naprawdę spowodować, ze ludzie mogliby myśleć inaczej.
Listy do kota
Komentarze pod zdjęciami to oczywiście pół biedy. Gorzej, kiedy ogląda się korespondencję. Czasami ludzie piszą takie wiadomości, jak wspomniana pani, która pyta się o to, jak dzień mija. Zdarza się też tak, że ktoś się podaje za mamusię kotów. Wtedy zaczyna się cała litania na rzecz tego, jakie koty są urocze i o tym, że nasz kot (zwracają się bezpośrednio do niego) jest cudowny, że ma śmieszne włosy wystające z uszu. Szkoda tylko, że ta ruda kulka tego nie rozumie. Jedyne co mu w głowie siedzi to atakowanie moich stóp w nocy.
Szczerze, to po tygodniu popularności kota, mam już dosyć. Ok, tysiąc lajków nie robi wielkiego wrażenia, ale to jednak sporo. Ma więcej polubień niż mój klub rugby, który na rynku fanpage'owym jest od prawie roku. Na dodatek co chwilę ktoś pisze do Zibiego i grono stale się powiększa.
Sądziłem, że fanpage kota będzie miejscem do wrzucania zabawnych zdjęć. Prędzej sądziłem, ze kot trafi do demotywatorów, aniżeli stanie się „osobą”, która musi odpowiadać na różne idiotyczne listy. Bym zrozumiał, gdyby to pisały do niego dzieci. Jednak wiadomości pochodzą od dorosłych. Albo są nadinfantylni, albo jest z nimi coś nie tak. Jedno wiem, zepsuli mi zabawę. Mam tylko nadzieję, że przez kociarzy i ich listy, sam nie stracę kontaktu z rzeczywistością i nie stanę się człowiekiem-kotem. Jednak wchodząc między koty, zaczynamy miauczeć tak jak one.