Czy warunki chowu przemysłowego i produkcji żywności w Polsce odbiegają od tego, co pokazuje popularny film na YouTube?
Czy warunki chowu przemysłowego i produkcji żywności w Polsce odbiegają od tego, co pokazuje popularny film na YouTube? Fot. zrzut ekranu z kanału Zeitlupenmodus / YouTube.com

W polskim internecie od pewnego czasu popularność zdobywa sześciominutowy film pokazujący realia przemysłowego chowu zwierząt. Internauci komentują: "wytrzymałam cztery sekundy", "zostaję wegetarianinem". Inni wątpią, czy film pokazuje prawdę. Sprawdziliśmy i – niestety – wygląda na to, że jak najbardziej.

REKLAMA
– Kiedy oglądam ten film, serce mi się kraje – mówi Adrian Falatyn, właściciel ekologicznego gospodarstwa rolnego. Na razie uprawia tam tylko warzywa, ale planuje zająć się także hodowlą krów. – Ludzie kierują się tylko ceną. Są gotowi zapłacić 9 zł za kurczaka w supermarkecie. Przecież to oczywiste, że takie zwierzę musiało być hodowane w strasznych warunkach – mówi Falatyn o sześciominutowym fragmencie filmu “Samsara” (recenzowanym kiedyś na blogu w naTemat przez Bartłomieja Krawczyka), który robi w ostatnich dniach zawrotną karierę w polskim internecie.

Chętnie wrzucany do mediów społecznościowych film wywołuje liczne, emocjonalne komentarze. Na krótkim filmiku widać m.in. ogromne hale kurzych ferm, obrotową dojarnię krów i chlewy. Przyspieszone tempo pozwala dokładnie uzmysłowić sobie, że życie hodowlanych zwierząt jest częścią ogromnego procesu produkcyjnego, który swój finał znajduje w supermarketach i sieciach fast foodów.
Przedmiotowe traktowanie zwierząt, będących tylko trybikiem w tej maszynie bije po oczach do tego stopnia, że liczni internauci piszą w komentarzach: “wytrzymałam cztery sekundy”, “to straszne”, “zostaję wegetarianinem”. Jednak jest także wiele osób sceptycznych wobec nagrania. Podkreślają, że dziś w chowie przemysłowym funkcjonują już bardziej nowoczesne metody hodowli, niż te pokazane w filmie. Zwłaszcza w Europie, gdzie na kwestie praw zwierząt zwraca się większą uwagę (w filmie pokazane są azjatyckie fermy).
– Zachowane są wszystkie standardy (w Europie – red.). Dobrostan zwierząt jest na najwyższym poziomie – zapewniał pod tekstem Jakuba Nocha Łukasz, jeden z naszych użytkowników. Czy rzeczywiście tak jest? Zwłaszcza w Polsce?
"W Polsce nie jest inaczej"
Katarzyna Biernacka z zajmującego się prawami zwierząt stowarzyszenia “Empatia” nie ma wątpliwości, że również polskie rolnictwo jest coraz bardziej przesiąknięte technologią i oparte na chowie przemysłowym. – Ten trend obecny jest na całym świecie, choć oczywiście między różnymi krajami występują różnice – mówi Biernacka.
Co do zasady jednak, większość z nas kupuje w sklepach mięso, mleko i jajka pochodzące od zwierząt hodowanych w warunkach bardzo zbliżonych do tego, co oglądamy we fragmencie “Samsary”. I w naszym kraju wcale nie wygląda to inaczej. – To całkowite uprzedmiotowienie zwierząt – mówi członkini zarządu “Empatii”.
“Unikalne wejście – sekwencyjna bramka do każdego stanowiska udojowego – zapewnia nie tylko sprawne wchodzenie, ale również natychmiastową, prawidłową pozycję do doju” – zachwala na swojej stronie internetowej producent dojarni karuzelowej – takiej, jaką widzimy na filmie.
Ekolodzy od lat podkreślają, że taki rodzaj chowu źle wpływa na zdrowie zwierząt: osłabia kości i mięśnie, powoduje choroby, daje efekt w postaci mniejszych gabarytów ciała. Zwierzęta nie widzą słońca, nie mogą się ruszyć, są sztucznie tuczone.
Etyk, profesor Jan Hartman, w rozmowie z Krystyną Naszkowską cytowaną w portalu Gazeta.pl, mówił o tym następująco: – Problemem jest masowa, przemysłowa hodowla nastawiona na minimalizację kosztów. Tam zwierzę jako jednostka się nie liczy w ogóle. Można to nazwać, przez analogię do dehumanizacji, "dezanimalizacją" – stwierdził.
Niestety, w polskich realiach trudne warunki życia wielu zwierząt hodowlanych często bywają jeszcze pogarszane przez zaniedbania, oszustwa, działania na granicy prawa. Takie przypadki opisywał m.in. brytyjski dokument “Pig Business”, czy materiał dziennikarzy Uwaga TVN, którzy ujawnili niedawno antybiotykową aferę w polskim przemyśle mięsnym. Takie praktyki są nie tylko szkodliwe dla zwierząt, ale i dla zdrowia ludzi.
– Ostatnio dużo mówiło się o uboju rytualnym, ale mało kto bierze pod uwagę, że nawet krowy zabijane w “humanitarny” sposób, hodowane w warunkach przemysłowych, bardzo cierpią spędzając całe życia na “betonowych pastwiskach”. Zatraciliśmy się. To nieludzkie – podsumowuje Adrian Falatyn.

I co z tą wiedzą zrobić?
“No dobrze. I co z tego wszystkiego wynika? Dlaczego mam się przejmować biednymi zwierzątkami, podczas gdy na świecie jest o wiele więcej problemów?” – zapyta ktoś. W taki dokładnie sposób krytykowano niedawno tekst Tomasza Ulanowskiego w “Wyborczej”, zatytułowany “Przemysłowa hodowla zwierząt powinna być zakazana”.
Czy więc ten tekst ma być ekologiczną i wegetariańską propagandą? W najmniejszym nawet stopniu nie. Chodzi tylko o to, żebyśmy byli świadomi, w czym bierzemy udział. Bo okazuje się, że to, co pokazuje krótki internetowy filmik, dotyczy także nas. Ale z tą wiedzą każdy może zrobić, co chce.
Adrian Falatyn opowiada się za hodowlą w małych, ekologicznych gospodarstwach i namawia, byśmy właśnie tam kupowali żywność – bezpośrednio od rolników. Katarzyna Biernacka z "Empatii" zauważa z kolei, że nawet dobre warunki hodowli nie usprawiedliwiają tego, że zwierzę i tak trafia w końcu do rzeźni. Podkreśla też, że wszystkich ludzi na świecie nie da się wyżywić mięsem z ekologicznego chowu. Rozwiązanie? Całkowite przerzucenie się na produkcję roślinną.
Możliwości jest jednak znacznie więcej. Wiele osób po prostu nie zrobi nic. I mają do tego prawo. Pewne jest, że o tym, co począć z trudną do podważenia wiedzą o losie zwierząt, będziemy musieli we własnym sumieniu decydować jeszcze długo. Być może od tego dylematu uwolni nas dopiero wprowadzenie na skalę masową produkcji “mięsa z probówki”. Pierwsza iskierka nadziei już jest.