Tomek – bohater tekstu.
Tomek – bohater tekstu. Fot. D. Orzeł

Wiadomo było, że ten kot umrze młodo. To była kwestia czasu – tak mówili weterynarze. Tomek całe życie miał pod górkę. Uśpienie pupila to ciężka decyzja. Nagle jako właściciele stajemy się panami życia i śmierci. Mimo że dla wielu to dramatyczne przeżycie, weterynarze mówią, że czasami po prosu lepiej pozwolić zwierzakowi odejść. Tak było właśnie w przypadku Tomka.

REKLAMA
Tomek całe życie miał pod górkę. Urodził się w hodowli kotów syberyjskich, gdzie był najsłabszy. Właścicielka wyjechała na wakacje, a ludzie, którym zapłacono za opiekę, zabrali pieniądze i zniknęli. Kiedy kotom skończyło się jedzenie, zaczęły szukać pożywienia gdzie indziej. Padło na Tomka.
Całe szczęście, że właścicielka hodowli coś podejrzewała i w porę poprosiła znajomych, by sprawdzili jak się mają jej koty. Tomek został uratowany, ale niestety z sporym uszczerbkiem na zdrowiu. Niemniej, znalazła się osoba chętna do adopcji. Wychudzony, niedożywiony kotek miał rozcięte lewe oko, był cały podrapany. Już po pierwszej wizycie weterynarze zalecali usunięcie oka, gdyż, jak uzasadniali, w ranę może wdać się infekcja. Nowa właścicielka się nie ugięła i za pomocą kropli do oczu sama go wyleczyła. Ponadto wykryto u niego zapalenie dziąseł i chore nerki. To efekt zaniedbań, do jakich się dopuszczono tuż po narodzeniu.

Przykry obraz nędzy i rozpaczy. Całe życie w gabinetach weterynaryjnych, w których stopniowo poddawano kotka kolejnym zabiegom. Właścicielka dzielnie znosiła jego dolegliwości. Na początku z powodu chorych dziąseł trzeba było usunąć mu część zębów, tak by w ogóle mógł jeść. Gdy siadał na swoim ulubionym miejscu, czyli telewizyjnym dekoderze, przypominał wampira.
Kolejne dolegliwości dawały o sobie znać – tym razem nerki. Kolejne miesiące to kolejne wizyty w zwierzęcym szpitalu. Niestety, chorowita przeszłość w końcu dała o sobie znać. Nerki w końcu odmówiły posłuszeństwa. Tomek zaczął tracić apetyt, nie chciał pić. Słaniał się na nogach, o ile w ogóle próbował chodzić. Właścicielka próbowała walczyć. Zarywała noce, by pilnować kota. Jednak w końcu – po pięciu latach od adopcji – musiała podjąć decyzję – Tomka trzeba uśpić. Wydawało się, że to jedyne słuszne wyjście, ale naturalnie pojawiły się pytania - czy można było zrobić więcej. Może dało się go uratować?
Kiedy, jest lepiej uśpić zwierzaka?
– To ciężka decyzja i dla opiekuna zwierzęcia i dla weterynarza – opowiada Ilona Blanc, lekarz weterynarii. I dodaje: – Weterynarz, który zajmował się pacjentem będzie znał wszystkie jego dolegliwości. To nie jest tak, że przy pierwszej lepszej okazji pada sugestia, by zwierzę zostało uśpione. Weterynarz bada swoje możliwości, ocenia jak długo może trwać leczenie. Taka decyzja nigdy nie jest podejmowana pochopnie. Mając wyniki badań dodatkowych jestem w stanie przedstawić opiekunowi wszystkie argumenty za tym, że należy zwierzaka uśpić – mówi Blanc.
Czasami zdarza się jednak, że właściciel, do którego należy ostateczna decyzja, odmawia. Opiekun zwierzaka chce, aby jego zwierzę umarło śmiercią naturalną. Najzwyczajniej w świecie nie chce brać odpowiedzialności za śmierć pupila. Boi się wyrzutów sumienia. Na forach internetowych można znaleźć wiele historii, w których właściciele chcą walczyć do końca. Człowiek przywiązuje się do tego stopnia, że z czasem nie wie, kiedy warto się pożegnać.
Pożegnanie z psem przed uśpieniem

Nasza rozmówczyni przyznaje, że już spotykała się z takimi sytuacjami.
– Właścicieli nie dało się przekonać, że to odpowiednie rozwiązanie. Jeśli zwierzę ma cierpieć, a istnieje możliwość uśpienia, to lepiej skorzystać z tego wyjścia. Utrzymywanie przy życiu będzie problematyczne nie tylko dla umierającego zwierzaka, ale i właścicieli, którzy muszą go regularnie doglądać – tłumaczy lekarz weterynarii.
Na portalu pies.pl można znaleźć zapis rozmowy o usypianiu zwierząt pomiędzy weterynarzem Małgorzatą Szmurło, a Anną Redlicką, sędzią kynologicznym i hodowcą psów. Jedną z przytoczonych historii jest ta, gdy pies umiera na nowotwór. W przypadku zaawansowanego stadium choroby, zwierze niezwykle cierpi, nie ma na nic siły. Jednak właściciele często nie dopuszczają do siebie tej myśli, tłumacząc, że przecież "nie cierpi, nie piszczy, nie wyje".
Oczywiście zdarzają się też, że właściciele sami sugerują weterynarzowi, że "już chyba czas". – Czasami przychodzą do mnie ludzie z psami lub kotami i mówią, że zwierzę należy uśpić bo się męczy – opowiada Tomasz Lewin, lekarz weterynarii. Jednak przy bliższym badaniu okazuje się, że byłaby to – delikatnie mówiąc – pochopna decyzja. – Nagle okazuje się, że powodem uśmiercania bywa brzydki zapach z jamy ustnej, początki ślepota – dodaje nasz rozmówca.
Bywają jednak dużo gorsze przypadki. – Zdarza się, że powodem usypiania bywa wyjazd na wakacje. Właściciele po prostu chcą bez poczucia winy pozbyć się zwierzaka. W takich sytuacjach muszę stanowczo odmówić – mówi dr Lewin.Na szczęście takie historie są marginalne. Zdecydowanie częściej właściciele boją się podjąć decyzją o uśmierceniu zwierzaka.
logo
Nie zawsze operacja jest w stanie uratować życia naszym pupilom. Fot. Agnieszka Wocal/ Agencja Gazeta

– Kiedy dochodzi już do decyzji o uśpieniu, to właściciel nie może okazywać oznak strachu – mówi weterynarz Ilona Blanc. Zamiast płaczu, lepiej spokojnie trzymać swojego pupila. – Przynajmniej w pierwszej fazie usypiania, kiedy zwierzę jest jeszcze przytomne. Na początku podaje się ten sam zastrzyk, co przed normalnym zabiegiem. Ma on uśpić świadomość zwierzaka i dopiero potem, gdy pacjent uśnie, podaje się mu drugą dawkę. Ta szybko i bezboleśnie zatrzymuje akcję serca – wyjaśnia cały proces lekarz weterynarii.
Więcej bólu przeżywa właściciel. – Wiadomo, że łatwiej decydować za siebie. Dużo ciężej za kogoś. Zwłaszcza w kwestii życia i śmierci – mówi Tomasz Lewin. Niemniej, weterynarze zgodnie przyznają, że dużo lepiej zarówno dla opiekuna, jak i zwierzęcia, jest zakończyć niepotrzebne męczarnie. Żyjemy znacznie dłużej od naszych „mniejszych braci”, więc powinniśmy zrozumieć, że nie będą z nami przez całe życie. Czasami lepiej pozwolić im usnąć.