W gminie Dłutów pod Pabianicami organizacje stojące na straży praw zwierząt dokonały wraz z policją odkrycia, które wstrząsnęło nimi do głębi. Musiały interweniować, aby ratować 35 psów z pseudohodowli, w której zwierzaki żyły w fatalnych warunkach.
W gminie Dłutów pod Pabianicami organizacje stojące na straży praw zwierząt dokonały wraz z policją odkrycia, które wstrząsnęło nimi do głębi. Musiały interweniować, aby ratować 35 psów z pseudohodowli, w której zwierzaki żyły w fatalnych warunkach. Fot. Łódzkie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami / Facebook

W gminie Dłutów pod Pabianicami organizacje stojące na straży praw zwierząt dokonały wraz z policją odkrycia, które wstrząsnęło nimi do głębi. Musiały interweniować, aby ratować 35 psów z pseudohodowli, w której zwierzaki żyły w fatalnych warunkach. Podłoga wręcz tonęła w odchodach i moczu.

REKLAMA

Problem pseudohodowli w Polsce jest naprawdę spory. Zwierzęta, które są pokątnie i masowo rozmnażane z myślą o szybkich zyskach, często nie mogą liczyć na profesjonalną opiekę, przez co ich zdrowie narażone jest na szwank. W niektórych przypadkach ta działalność zmienia się wręcz w jawną przemoc i znęcanie się nad psami.

Tymi słowami, które i tak są bardzo eufemistyczne, można opisać pseudohodowlę psów, jaką odkryto w gminie Dłutów pod Pabianicami (woj. łódzkie). Prowadziła ją 73-letnia kobieta. Zwierzęta, które do niej należały, były przetrzymywane w dramatycznych warunkach, a wiele z nich znajdowało się w skrajnie złym stanie.

Co zastano w pseudohodowli pod Pabianicami?

Cała historia zaczęła się od zgłoszeń, jakie otrzymały Łódzkie Towarzystwo nad Zwierzętami i Fundacja dla Szczeniąt Judyta. Proszono w nich pilnie o wizytę w miejscu, które budziło poważne zastrzeżenia. Kontrolę przeprowadzili przedstawiciele obu organizacji, a także policja, urzędnicy oraz powiatowy lekarz weterynarii.

Na miejscu znaleziono 35 psów małych ras takich jak pudel, maltańczyk, pomeranian, chihuahua i cockapoo. Dla obrońców praw zwierząt widok był wstrząsający. Psy, których stan fizyczny i psychiczny oceniono jako fatalny, były zamknięte w klatkach, często przebywały w ścisku i brudzie. Na podłodze znajdowało się mnóstwo odchodów.

W obiekcie panowały toksyczne warunki. Odór był wszechobecny, a w powietrzu unosiło wysokie stężenie amoniaku, który utrudniał oddychanie. Co więcej, nie było możliwości wentylacji pomieszczenia, ponieważ wszystkie okna zostały pozamykane. Całkowity brak troski o higienę sprawił, że niektóre psiaki doznały poważnych infekcji skórnych.

– Już od blisko 20 lat jeżdżę na takie kontrole, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Fetor był nie do wytrzymania. Nie byliśmy w stanie tam wejść – komentowała Amanda Chudek, prezes Łódzkiego Towarzystwa nad Zwierzętami, w rozmowie przeprowadzonej przez dziennikarza wydawanej w Łodzi gazety "Express Ilustrowany".

Jak donosi Fundacja dla Szczeniąt Judyta, właścicielka pseudohodowli wykazała się totalnym brakiem empatii i skruchy wobec cierpienia zwierząt. Nie tylko wpuściła przedstawicieli fundacji dopiero po godzinie od ich przybycia, ale także nie zgadzała się z negatywną oceną warunków, jaką służby wystawiły po przeprowadzonej interwencji.

Co dalej z poszkodowanymi psami spod Pabianic?

Na mocy decyzji podjętej przez Inspekcję Weterynaryjną wszystkie psy, które hodowano w celu sprzedaży po "okazyjnych cenach" na platformach zakupowych w sieci, zostały odebrane i trafiły pod skrzydła Fundacji dla Szczeniąt Judyta. Wiele z nich przed adopcją wymaga pomocy weterynaryjnej, porządnej diagnostyki i długotrwałej opieki.

Jak podają lokalne media, właścicielka pseudohodowli pod Pabianicami dobrowolnie zrzekła się prawa do wszystkich piesków. Niewykluczone, że będzie musiała zmierzyć się z konsekwencjami natury karnej. Łódzkie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami złożyło bowiem zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa znęcania się nad zwierzętami.