Pies porzucony po lokalnych podtopieniach na Podlasiu
Pies porzucony po lokalnych podtopieniach na Podlasiu fot. Marek Maliszewski/REPORTER

Polacy kochają psy? Ponoć tak, chociaż kompletnie nie odzwierciedla tego słownik. Psi los, psi obowiązek, su***syn, s*ka – to tylko niektóre z wyrażeń związanych z psami. Skąd się wzięły i skąd w polszczyźnie ta pogarda do psów? Zapytałam o to językoznawczynię dr Olgę Kielak.

REKLAMA

"Ty psie!", "Ty s*ko!"

Dr Olga Kielak, etnolingwistka i językoznawczyni uważa, że negatywny wizerunek psa w języku jest konsekwencję antropocentryzmu polszczyzny potocznej, w której człowiek stawia się w centrum świata, a pies należący do świata zwierząt, z którego człowiek niejako się "wypisuje", jest gorszy.

– Słowu "człowiek" przypisuje się w polszczyźnie takie cechy konotacyjne jak "dobry", "wartościowy", słowu "pies" (podobnie jak słowu "zwierzę”, które jest przecież pojęciem nadrzędnym dla psa) przypisuje się z kolei cechy "zły", "niemoralny", "godny pogardy" – tłumaczy w rozmowie z naTemat.

Ekspertka wspomina o "zwierzęcym rejestrze słów" – o tym, że w polszczyźnie dla ludzi zarezerwowane są wyrazy "lepsze", dla zwierząt "gorsze". Prosty przykład: zwierzę ma mordę, pysk, człowiek twarz; zwierzę mieszka w budzie, oborze, chlewie, człowiek w domu. Tylko co będzie, gdy odwrócimy kolejność?

Użycie w stosunku do człowieka nazwy odzwierzęcej (czy to nazywającej zwierzę, jak np. "pies", "suka", czy to nazywającej psie części ciała, np. pysk, czy nazywającej jakieś realia związane z psem, np. buda) pokazuje odstępstwa od założonego modelu człowieka wartościowego i ujawnia negatywną charakterystykę ludzi.

dr Olga Kielak

językoznawczyni

Psie nazwy użyte w stosunku do człowieka są postrzegane jako wyraz pogardy. Dobrym przykładem jest określenie "s*ka". – Być może mówimy tak ze względu na to, że psy kopulują na oczach wszystkich. W naszym ludzkim rozumieniu przypisujemy im jakąś taką rozpustę – tłumaczy dr Kielak.

Podobnie jest z wyrażeniem "su***syn". – Proszę zauważyć, że tu obrażamy kogoś, mniemając o czyimś "psim” pochodzeniu. Psem nazywamy też policjanta – być może określenie to wzięło się stąd, że policjanci tropią przestępców, a pies ma dobry węch…

Bezwartościowy i marny jak pies

Zdaniem dr Kielak niski status psa w mowie potocznej ugruntował się w czasach średniowiecza. – Pies nie dawał mleka jak krowa, nie pomagał w pracach na roli jak koń i wół, jedynie pilnował obejścia, uwiązany na łańcuchu – mówi. – Stąd też mówimy o psich pieniądzach, czyli groszach.

– Z małą wartością psa wiązać się może również frazeologizm zejść na psy, mówimy, że ktoś lub coś może jeść na psy, czyli "stracić siły, zbiednieć, zubożeć, podupaść", "wykoleić się moralnie"; w dawnej polszczyźnie znany był nawet czasownik psieć (w znaczeniu – stawać się gorszym, schodzić na psy), zepsić się, czyli "zepsuć się, zgorszyć się".

W polskich gwarach "psie" są rośliny, które są niejadalne lub niesmaczne. Tak jest np. z czarnym bzem, o którym mówi się, że jest "psi", a niekiedy nazywa "psiuchem". To samo dotyczy "psiego maku" – mniejszego i mniej przydatnego niż mak lekarski.

U podstaw wielu frazeologizmów z komponentem "pies" leżą pewne sądy ludzi o tych zwierzętach – o sposobie i jakości ich życia, które naszym zdaniem jest marne, ograniczone do siedzenia przy budzie na łańcuchu, jedzenia resztek. – Stąd mówimy pieski los, psi los, pieskie życie, czyli życie nędzne, trudne, nieszczęsne... – mówi badaczka.

We frazeologii odbija się też sposób traktowania psa przez człowieka, np. trzymanie go na łańcuchu, bicie.

– Choć to się zmienia i przemoc wobec zwierząt, także wobec psów, jest piętnowana, nagłaśniana medialnie, a oprawcy coraz częściej stają przed wymiarem sprawiedliwości, musimy pamiętać o tym, że w języku, który jest pewną skamieliną, zmiany zachodzą o wiele wolniej – mówi dr Kielak.

I dodaje: – Ciągle więc mówimy, że ktoś wygląda / czuje się jak zbity pies; ktoś pomiata kimś jak psem albo że ktoś traktuje kogoś jak psa.

Nie taki pies straszny, jak o nim mówimy

Na szczęście mamy w polszczyźnie dowody na to, że językowy wizerunek psa nie jest do końca negatywny. Mówimy przecież o psiej wierności, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Po stronie czworonogów stoi też polska kultura.

– Dawniej wierzono, że psy "widzą" więcej, mają "szósty zmysł", dzięki któremu widzą śmierć, która idzie po człowieka, wówczas wyją. Dlatego głośne szczekanie, wycie psa uważano za zły prognostyk, zapowiedź śmierci w rodzinie – zdradza dr Kielak.

– Psy brały też udział we wróżbach matrymonialnych, np. w wieczór andrzejkowy dziewczęta przygotowywały gałeczki z ciasta lub kości, wpuszczały do izby psa i obserwowały, której to gałeczki czy kosteczki pies pochwyci – ta panna jako pierwsza z towarzystwa miała wyjść za mąż.

– Albo też wieczorem po Wigilii dziewczęta wychodziły przed dom (czasami też coś krzyczały, np. hop, hop, gdzie mój chłop) i nasłuchiwały, z której strony zaszczeka pies – z tej strony, jak wierzono, należy spodziewać się kawalera.

W kulturze pozytywnym bohaterem był też Szarik – owczarek z książki i serialu "Czterej pancerni i pies" – wzór męstwa i odwagi, w latach 60. XX wieku na jego punkcie oszalała cała Polska. Była też zamordowana, wysłana w kosmos Łajka – symbol oddania, popularny w czasach komuny. Później pojawiła się Lassie, "Zakochany kundel" i "Psi patrol", a język... Język dalej swoje...