Chomiki są w sklepach zoologicznych rozchwytywanym "towarem"
Chomiki są w sklepach zoologicznych rozchwytywanym "towarem" fot. 123rf.com

Jedną z moich pierwszych prac była praca w sklepie zoologicznym. Z wdzięcznością przyjęłam zapłacone mi grosze i z radością dźwigałam setki kilogramów karmy. Wcale mi to nie przeszkadzało – cieszyłam się, że mogę obcować ze zwierzętami i zdobywać wiedzę na ich temat. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że najważniejszą lekcją z tamtego okresu będzie to, że zwierzęta są biedne, a ludzie głupi.

REKLAMA

Chomik pocieszenia, świąteczne wyprzedaże zwierząt

Zacznijmy od początku. Na mojej pierwszej zmianie (!) ojciec chciał kupić córce chomika, bo płakała... Dziecko miało jakieś 5 lat.

– Tato, tato, chce chomika! – krzyczała mała dziewczynka. – Zobacz jaki słodki, no zobacz, zobacz, zobacz! – ciągnęła tatusia za nogę.

Kiedy ojciec powiedział, że "przyszli tylko po karmę dla kota" i "kolejnego zwierzaka nie będzie" zagroziła, że "albo wyjdzie z chomikiem, albo wcale". Jej groźba wydawała się autentyczna. Od razu położyła się przed klatką chomika.

– No dobra, którego chcesz?! – warknął ojciec.

Dziewczynka od razu się ożywiła. – Tego – wskazała na pięknego chomika w rude łaty. Ojciec poprosił mnie o zapakowanie go do "jakiegoś kartonu".

Na pytanie, czy ma w domu klatkę odpowiedział z gracją, że "ch*j mnie to obchodzi". Następnie poskarżył się szefowi na moją wścibskość, dostałam reprymendę. Chomika odebrał w słoiku...

Kilka dni później do sklepu przyszedł mały chłopiec, który podając mi hajs z komunii (nie żartuję), zażyczył sobie żółwia. Powiedziałam, żeby wrócił z tatusiem albo mamusią. Szef mnie zbluzgał. W końcu połowa klientów to dzieci...

Miarka przebrała się, kiedy na krótko przed Bożym Narodzeniem szef ogłosił "świąteczną wyprzedaż zwierząt" – dosłownie opadły mi ręce. Tak po kilku miesiącach skończyła się "moja kariera".

Zwierzak to towar, choć nie rzecz. Absurdy polskiego prawa

W Ustawie o ochronie zwierząt czytam, że "zwierzę nie jest rzeczą" – święta racja, tylko dlaczego jest traktowane jak towar? Dostarczane w kartonowym pudełku, za określoną cenę, niekiedy na raty... Brakuje tylko gwarancji, ale tej w sklepach zoologicznych na pewno nie będzie.

Zwierzęta sprzedawane w takich obiektach są mnożone na potęgę. Ponieważ są tanie, musi być ich jak najwięcej, żeby cokolwiek zarobić. Nierzadko jest to chów wsobny, czyli łączenie siostry z bratem, brata z siostrą i tak dalej. Efektem jest upośledzone, chore potomstwo.

Nie trzeba być ekspertem, żeby zobaczyć, jak bardzo cierpią: niewyspane, przerażone, wygryzając piórka. Dzieci przykładają głowy do klatek i wrzeszczą, a rodzice nie są wcale lepsi – nie rozumieją, że nie można brać zwierzaków na ręce, ani głaskać, budzą je, chcą płacić, "żeby tylko się ruszyły"...

Jeszcze gorzej jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie w niektórych stanach w sklepach zoologicznych sprzedaje się kotki i pieski.

Ludzie traktują zwierzaki z zoologicznych jak zabawki: "jak się popsują, będą nowe"... Przecież to tylko 40 zł za papugę i 20 zł za chomika, a jak się nie spodoba, to zawsze można wyrzucić.

Nie ma możliwości, aby zwierzęta sprzedawane w sklepach zoologicznych były szczęśliwe. Nie ma też opcji, żeby sprzedający przed realizacją transakcji mógł weryfikować wiedzę kupców.

Ta kombinacja ma katastrofalne skutki: węże, kupione jako niemowlaki, gdy osiągną olbrzymie rozmiary, są "wypuszczane na wolność", szczury są wyrzucone na śmietniki razem z klatkami, "bo ciągle leją" – tych sytuacji dałoby się uniknąć, gdyby zakup zwierząt nie był tak prosty.

Jak zwierzak to z azylu lub hodowli

Moim zdaniem wszystkie zwierzęta domowe, nawet te małe jak myszy i chomiki, powinny być sprzedawane wyłącznie w hodowlach. Tutaj oczywiście pojawia się problem pseudohodowli, ale jeśli tylko się chce, da się go rozwiązać.

Niemniej profesjonalne hodowle chomików, szczurów istnieją, a ceny zwierząt, choć są wielokrotnie wyższe niż w sklepach zoologicznych, nie należą do wygórowanych. Przykładowo szczur z rodowodem kosztuje 200 zł, a jak kogoś nie stać na taki wydatek, to w ogóle nie powinien mieć zwierząt. Co będzie, gdy zachorują?

Zwierzak urodzony w hodowli ma znanych przodków, zarazem mniejsze ryzyko chorób. Nierzadko jest oswojony, karmiony z ręki.

Dobry hodowca nie sprzeda go nikomu, kto nie jest na to gotowy. Wiem, bo mój kolega kupował niedawno szczura – przed zakupem musiał wypełnić ankietę: czym będzie go karmił, jak często sprzątał, czy miał kiedyś szczura itd. Ten sam kolega kiedyś miał szczura z zoologicznego, bo nie wiedział, że można inaczej. Teraz już wie i nigdy do tego nie wróci.

Domyślam się, jakie będą reakcje na ten artykuł: "zwariowała", "wariatka", "szczur z rodowodem – haha", ale szczerze? Mam to gdzieś. Dla mnie to przykre, że w Polsce, pomimo Ustawy o ochronie zwierząt, zwierzęta nadal są traktowane rzeczowo, a próby ich upodmiotowienia są totalną fikcją. Kiedy nasi rządzący zrozumieją, że zwierzę to nie towar?

Sonda

Czy popierasz sprzedaż zwierząt w sklepach zoologicznych?

209 odpowiedzi