
Michał P. ciągnął psa na łańcuchu po kamienistej drodze, aż ten stracił przytomność. Później potrząsał nieprzytomnym czworonogiem i polewał go zimną wodą, krzycząc: "Wstawaj!". Torturowanie zwierzęcia przerwała wolontariuszka Fundacji Viva!, która nagrała sprawcę, a psa zawiozła do weterynarza. Teraz w tej sprawie zapadł wyrok. Zdaniem ekspertki można mówić o pewnym przełomie.
Dramat psa miał miejsce w miejscowości Krzaki w województwie podkarpackim. Mężczyzna wlókł psa po kamienistej drodze. Zwierzak był nieprzytomny i zakrwawiony. Zdarzenie zobaczyła przejeżdżająca obok samochodem wolontariuszka Fundacji Viva! Akcja dla zwierząt. Kobieta ruszyła na pomoc zwierzęciu. Zaczęła szarpać sprawcę, błagając go, by zostawił psa w spokoju. Mężczyzna oddalił się na chwilę, po czym wrócił na miejsce z wiaderkiem wody, którą polewał psa, krzycząc: "Wstawaj!".
Wolontariuszka nagrała zdarzenie, a materiał wideo dostarczyła policji. Odważnej kobiecie udało się odebrać psa i zawieźć go do weterynarza. 67-letni sprawca, mieszkaniec gminy Pysznica, został zatrzymany tego samego dnia. W maju rozpoczął się proces, w którym w roli oskarżyciela występowała Fundacja Viva! reprezentowana przez adwokat Katarzynę Topczewską. Prokuratura postawiła mężczyźnie zarzuty znęcania się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem, za co grozi do 5 lat więzienia.
20 czerwca w Sądzie Rejonowym w Stalowej Woli zapadł wyrok w tej sprawie. Michała P. skazano na 8 miesięcy pozbawienia wolności. Mężczyzna nie będzie mógł posiadać zwierząt przez kolejnych 6 lat. Musi też wpłacić po 1000 zł na rzecz dwóch organizacji prozwierzęcych. Zdaniem adwokat Katarzyny Topczewskiej, ten wyrok – jak na polskie realia – jest sporym sukcesem, choć obiektywnie kara powinna być surowsza.
Normą w takich sprawach są wyroki w zawieszeniu
– Jako miłośniczka zwierząt chciałabym, żeby kary zawsze były w tym górnym zagrożeniu - trzech, czterech, czy pięciu lat. Ale jako adwokat, który zawodowo zajmuje się takimi sprawami od 14 lat, wiem, jakie są polskie realia. Jak na nie, wyrok jest bardzo dobry. Z każdej kary pozbawienia wolności bez warunkowego zawieszenia powinniśmy się cieszyć, bo to kolejny milowy krok. Mam nadzieję, że im więcej tych kar będzie, tym one w końcu będą wyższe – mówi cytowana przez Gazetę Wyborczą adw. Topczewska.
Prawniczka zdradza, że obawiała się, że sprawca otrzyma wyrok w zawieszeniu. – Kara pozbawienia wolności bez zawieszenia, w przypadku kiedy zwierzę żyje, a sprawca nie był wcześniej karany, w polskich realiach nie zdarza się często – mówi w rozmowie z naTemat. – Zamiast orzekać krótkoterminowe kary pozbawienia wolności, sądy wolą orzec dłuższą karę pozbawienia wolności, ale z warunkowym zawieszeniem jej wykonania. Większość sprawców nie trafia do więzienia – alarmuje.
Protektorka zwierząt zwraca uwagę, że chociaż społeczeństwo domaga się zaostrzenia kar za znęcanie się nad zwierzętami, to podstawowy problem tkwi w stosowaniu tych przepisów, które już są. – Sędziowie nie korzystają z tych możliwości, które mają, orzekają za niskie kary i za niskie nawiązki, nie orzekają długoterminowych zakazów posiadania zwierząt czy zakazu pracy ze zwierzętami – ocenia ekspertka.
Pies Soro przebywa obecnie w Przytulisku "Psia Przystań", gdzie pracuje z behawiorystką. Postępy są widoczne, ale jest wiele problemów, które trzeba przepracować. Odebrany pies nie umiał jeść z miski, chodzić na smyczy, na stałe był trzymany w ciasnym kojcu. Adwokat Katarzyna Topczewska, która walczyła w sądzie o sprawiedliwość dla Soro powiedziała, że "nigdy nie widziała psa w takim stanie".
