
Świat się skurczył. To przekonanie podziela coraz więcej osób. Dynamiczny rozwój linii lotniczych sprawił, że w dowolne miejsce możemy dotrzeć w niespełna 48 godzin. Dzięki mobilnej technologii organizowanie wypraw w dalekie zakątki świata staje się o niebo łatwiejsze, a rozbudowywana przez człowieka infrastruktura chroni przed losem zagubionego w dziczy wędrowca. Są jednak miejsca, nad którymi ludzka ręka jeszcze całkowicie nie zapanowała. Pisze o nich autor książki "Gdzie narozrabiał kruk".
Nawet najdalsze zakątki Ziemi stają się zagospodarowanymi, oswojonymi przez człowieka miejscami. Następuje dewastacja przyrody, wycinanie lasów, często rabunkowa eksploatacja bogactw naturalnych. Czy pozostał więc jeszcze jakiś fragment świata do badania i poznawania w taki sposób, jak to robiono dawniej?
Odkryciem stała się dla mnie Rosja. Olbrzymi kraj, zróżnicowany krajobrazowo i przyrodniczo, jest stosunkowo słabo zamieszkany i w wielu miejscach trudno dostępny. Można tu znaleźć archipelagi bezludnych wysp, kilometry plaż, na których nie zobaczymy śladu ludzkiej stopy, a syberyjska północ to pełne ryb rzeki, słabo poznane pasma górskie i olbrzymie przestrzenie porośnięte dziką, rzadko odwiedzaną przez człowieka tajgą. To po prostu inna planeta – planeta Rosja.
Ajnowie byli w tym czasie narodem prawie zupełnie nieznanym. Badania archeologiczne wykazały, że na Hokkaido pojawili się ponad 7000 lat temu. Zupełnie nieznane jest ich pochodzenie. Naukowcy szukali powiązań etnicznych Ajnów z australijskimi Aborygenami, wymarłymi ludami jaskiniowymi Europy, Eskimosami, mieszkańcami wschodniej Azji, Kaukazu, Afryki. Problem do dzisiaj nie został wyjaśniony. Sami Ajnowie utrzymywali, że przybyli z nieba.
Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki
