
– Co może być złego w tym, że zwierzę – skoro jest stworzeniem bożym – wejdzie do kościoła? Ma takie samo prawo do tego, jaki i człowiek – stwierdza ks. Wojciech Płoszek, który otworzył dla bezdomnych zwierząt drzwi kościoła ewangelickiego w Łęgutach na Mazurach.
Wielu osób uważa, że do schroniska jedzie się tylko w celu adopcji. Dzięki takim akcjom, jak ta w kościele, możemy edukować ludzi, że do schroniska można przyjść także po to, aby wyprowadzić psa na spacer i tym samym pomagać mu w socjalizacji. Jeśli taki spacer odpada, to można pomóc zwierzętom w inny sposób. Potrzebne są koce, kołdry, kasze, ryże, makarony – żeby zmogły zjeść ciepły posiłek.
Poza tym kiedy psy trafiają do schroniska są dla nas kompletnie anonimowe, bo najczęściej są przywiezione z interwencji, gdzieś znalezione. Oczywiście w akcji biorą udział te bardziej zsocjalizowane, kochane i czułe, których jesteśmy pewni, bo udało nam się już je poznać. Jednak wizyta w kościele, udział w zewnętrznym wydarzeniu sprawia, że poznajemy je jeszcze bardziej, bo możemy je obserwować, gdy spotykają się z nowymi sytuacji, zderzają z nowymi bodźcami. Dzięki temu mamy bogatszy i pełniejszy profil zwierzaka.
Ważne jest także to, że nie można decydować się na adopcję pieska pod wpływem emocji. Wychodzimy z nimi ze schroniska po to, aby je pokazać, aby obalić mit, że do schroniska trafiają psy stare, schorowane i agresywne.
Pokazujemy, że ten obraz jest krzywdzący, bo w schroniskach jest wiele wspaniałych zwierząt, które trafiły tam z powodu nieodpowiedzialności ludzi. Ponoszą tego konsekwencje, są zdane na naszą łaskę i niełaskę. Trzeba je poznać, a nie przyklejać łatki.
