
Na początku września dotarły do nas informacje o tajemniczej chorobie, która zabijała psy w Oslo. Epidemia zamiast wygasnąć, rozniosła się na całą Norwegię. Skandynawskie psy dalej chorują i dalej nie wiadomo z jakiego powodu.
Wszystko zaczęło się prawdopodobnie w Oslo i okolicach, bo to właśnie tam na początku września odnotowano pierwsze przypadki gwałtownych zachorowań.
Rozmawialiśmy z kolegami z innych klinik i powiązaliśmy te przypadki. Te psy, przyprowadzono do nas z biegunką i wymiotami, traciły dużo krwi i płynów.
Komunikat z 20 września:
W ostatnich tygodniach wiele psów w Norwegii poważnie zachorowało, a kilka z nich padło. Głównym objawem choroby jest krwista biegunka. Norweski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności bada przyczynę choroby, ale jak dotąd nie ustalono, jakie są powody zachorowań.
W internecie można znaleźć zdjęcie zakażonego psa w kałuży krwi (uwaga, jest dość drastyczne), a także mnóstwo komentarzy pełnych obaw i spekulacji. Również od Polaków mieszkających w Norwegii.
Właściciele i hodowcy psów z naszego kraju pewnie zastanawiają się, czy coś zagraża ich czworonogom - wszak do Norwegii niedaleko, a i dużo Polaków tam wyjeżdża za pracą. Jak wiemy, epidemia dotknęła na razie jedno państwo, ale Główny Inspektorat Weterynarii trzyma rękę na pulsie.
Epidemia, to za duże słowo. Nie ma dobrego polskiego określenia dla tego typu przypadków, ale my mówimy na to "emerging diseases". Takie tajemnicze wystąpienia chorób miały już miejsce, ale potem na podstawie m.in. badań laboratoryjnych dochodzono ich przyczyn.
Np. na przełomie 2011 i 2012 roku mieliśmy u bydła wybuch zakażenia wirusem Schmallenberg, który wcześniej nie występował, a zaraził duże populacje zwierząt kopytnych w Europie.
