
Łoś wybiegł z lasu wprost pod koła seata, którego prowadziła Iwona Zawadzka. Sołtys wsi Jakubowskie na Podlasiu nie miała szans. Zginęła w aucie na miejscu. Samochód najpierw uderzył w łosia, a później roztrzaskał się na przydrożnym drzewie.
REKLAMA
Sąsiedzi Iwony Zawadzkiej wspominają ją jako "cudownego człowieka, społeczniczkę, osobę, która zawsze godnie ich reprezentowała". – To dzięki jej staraniom wieś jest zadbana, mamy tu nawet świetlicę. Była radną w gminie i teraz znów miała startować w wyborach – mówią w rozmowie z "Super Expressem".
Spekulują, że być może nie doszłoby do tragedii, gdyby ich sołtys nie znalazła sobie pracy w Siemiatyczach (to 32 kilometry od Jakubowskich). – Zatrudniła się tam w przedsiębiorstwie gastronomicznym i wstawała o świcie, by tam dojechać – powiedział mąż sołtys. – Była bardzo dobrym kierowcą. Ten wypadek mógł przydarzyć się każdemu – dodał pan Edward, który przeżył z żoną 25 lat. Mają trzech synów.
Tego dnia wyjechała z domu tuż po piątej rano. Łoś wybiegł po 10 kilometrach trasy, na rogatkach miejscowości Boćki.
źródło: "Super Express"