Zoo w Kairze zapewnia, że jego "zebra" to nie osioł.
Zoo w Kairze zapewnia, że jego "zebra" to nie osioł. Fot. Facebook / Mahmoud Sarhan

Egipskie zoo zostało oskarżone o próbę oszukania swoich klientów. Zrobiono to w sposób, który idealnie podpada pod związek frazeologiczny "wilk w owczej skórze". Jednak w tym wypadku trzeba zmienić tę wersję na osła w paskach zebry. Do winy nie przyznaje się dyrektor zoo, który zarzeka się, że jego "zebra" jest prawdziwą zebrą.

REKLAMA
Pewien młody mężczyzna odwiedzał niedawno otwarte zoo w Kairze, gdy jego wzrok przykuło osobliwie prezentujące się zwierzę. Dostrzegł, że zebra ma rozmazaną na pysku farbę. Po bliższym przyjrzeniu się zwierzęciu doszedł do wniosku, że pysk i uszy nie przypominają tych, jakie ma zebra. 18-latek zrobił zdjęcie i opublikował je w sieci.
"Głupota dotarła do tego kraju, sprowadzili osiołka i pomalowali go, by przypominał zebrę" – napisał. Jednak z tym poglądem nie zgadza się dyrektor zoo Mohammed Sultan. – Zebra jest prawdziwa, nie jest pomalowana – zapewnił w rozmowie z egipską telewizją. Dodał przy tym, że zwierzęta mają odpowiednią opiekę i są pod stałą inspekcją.
CNN w tej sprawie zadzwonił do Delcianny Winders, wiceprezes międzynarodowej organizacji PETA. – Żadne szanujące się zoo nie wystawiłoby płochliwego zwierzęcia, jakim jest osioł, na stres bycia więzionym i malowanym chemikaliami takimi, jak farba, które mogą wywołać bolesną reakcję alergiczną. PETA liczy, że władze Kairu przeprowadzą w tej sprawie dochodzenie – powiedziała.
Nie pierwszy taki przypadek
Do równie kuriozalnej sytuacji doszło też w 2013 w jednym z chińskich ogrodów zoologicznych. W klatce z afrykańskim lwem odkryto, że zamiast groźnego kota, był równie groźny... pies. Konkretnie był to mastiff tybetański. To rzecz jasna nie spodobało się odwiedzającym, którzy słusznie czuli się oszukani. Tym bardziej, że bilety do najtańszych nie należały.
Dyrektor zoo tłumaczył się wówczas, że pies, który był w klatce zamiast lwa, należał do pracownika ogrodu. Umieszczono go dlatego, że prawdziwy lew był w tym czasie u weterynarza. – Nie chcieliśmy zawieść zwiedzających – bronił się dyrektor.
źródło: cnn.com