
Jeszcze w grudniu Jarosław Kaczyński mówił o "sercu i litości dla zwierząt" i jako pierwszy podpisał się pod rewolucyjnym projektem nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Ale nowy minister rolnictwa sprzeciwił się prezesowi i twardo postanowił: "fermy zwierząt futerkowych zostają" – tak to wygląda z zewnątrz. Ale od posłanki PiS słyszę: – To to jest decyzja prezesa, to decyzja polityczna kierownictwa PiS.
Prezes i miłośnicy zwierząt z PiS
W zeszłym roku Jarosław Kaczyński, znany ze swej miłości do zwierząt, wystąpił w spocie fundacji Viva!. Na tle biało-czerwonych flag prawił o tym, że zakaz hodowli zwierząt futerkowych w Polsce "to przede wszystkim kwestia stosunku do zwierząt, serca do zwierząt i litości dla nich".
Minister i twarda kalkulacja
Mogłoby się wydawać, że bliska sercu prezesa PiS ustawa szybko zostanie przegłosowana i wymiecie z Polski fermy zwierząt futerkowych, ale na przeszkodzie stanął minister rolnictwa.
Minister Ardanowski wycofał się nie tylko z zakazu hodowli zwierząt futerkowych, ale i z uboju rytualnego.
Takie certyfikacje istnieją. Te fermy, które je mają, są na bardzo wysokim poziomie i im tak naprawdę jakiekolwiek kontrole nie grożą.
O. Rydzyk i wiejski elektorat
Wielu posłów opozycji zastanawia się, czy prezes Kaczyński już wie o decyzji ministra Ardanowskiego. Zwłaszcza, że wciąż nie cichną podobne głosy: – Był to chory pomysł, który dzięki Bogu, ze względu m.in. na odejście od tak aktywnej polityki prezesa Jarosława Kaczyńskiego, został utrącony – mówił Arlecie Zalewskiej Krzysztof Tołwiński z Kukiz'15.
Przez cały czas wierzyłem w to, że rząd okaże się zdroworozsądkowy i taki się okazał, za co my jako branża i rolnicy, bardzo mocno dziękujemy. A pan prezes Kaczyński od samego początku do samego końca był manipulowany przez organizacje pseudoekologiczne.
