
"Teraz bezpańskie psy i koty staną się towarem deficytowym w Stolicy", "zainkasujesz 1000 zł, a potem zwierzaka do lasu i po sprawie", "znowu kolejny nieprzemyślany pomysł. Przecież to kiełbasa wyborcza" – tak o nowej propozycji Patryka Jakiego piszą internauci. Chodzi o bon dla osób, które adoptowałyby zwierzaka z warszawskiego schroniska. Pomysł kandydata Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Warszawy nie tylko nie spodobał się mieszkańcom, ale także znawcom tematu, którzy podchodzą do niego ze sporą rezerwą.
Internauci nie zostawili na niej suchej nitki. Wielu stwierdziło, że to po prostu przekupstwo i nie powinno się płacić ludziom za takie gesty. Po konferencji prasowej w sieci aż zawrzało.
Propozycja Jakiego nie przypadła do gustu także znawcom tematu, którzy twierdzą, że była ona zdecydowanie nieprzemyślana. Martwią się, że bon tylko zaszkodzi czworonogom i narazi ich na zbędną traumę.
Pokutuje niestety taki pogląd, że w schronisku przebywają te najgorsze, najbrzydsze, najbiedniejsze zwierzaki, te chore lub takie, które nie są warte uwagi. Że ludzie tutaj nie chcą przychodzić, bo to takie śmietnisko niechcianych zwierząt. A z drugiej strony są też tak wrażliwe osoby, które boją się widoku zwierząt w klatkach i nie chcą przychodzić do schroniska. Myślę, że takie zachęcanie do adopcji przez obcowanie tak jak podczas "Biegu na Sześć Łap" i współfinansowanie leczenia zwierząt–seniorów jest lepszym rozwiązaniem.
Podobnego zdania jest organizatorka i inicjatorka "Biegu" Monika Dąbrowska. Też popiera pomysł leczenia starszych zwierząt, ale zaznacza, że każdą adopcję "z dofinansowaniem" powinna poprzedzić dokładna analiza ludzi, którzy chcą jej dokonać. Do tego procesu zalicza przede wszystkim rozmowę, wizytację środowiskową w domu i szereg obostrzeń, bo "taka osoba powinna zdawać sobie sprawę z tego, że adopcja to obowiązek".
