
Od jakiegoś czasu, w szczególności północno-wschodnie rejony Polski walczą z afrykańskim pomorem świń (ASF), który roznoszony jest przez dziki. W dodatku, liczebność dzików w polskich lasach rzeczywiście wzrosła. Rozwiązanie jest proste – część z nich trzeb odstrzelić. I mają to robić... żołnierze.
REKLAMA
Co prawda były już pomysły, aby w ramach treningu i pomocy w ograniczaniu populacji dzików, w polowaniach udział brali ochotnicy z Wojsk Obrony Terytorialnej. Jednak to czego możemy dowiedzieć się teraz, bije poprzednią propozycję na głowę. Polować na dziki na Mazowszu mieliby... zawodowi żołnierze. Na swoim Twitterze poinformował o tym były minister obrony Tomasz Siemoniak, przedstawiając podpisane przez Szefa Sztabu SZ pismo, w którym pułkownik Ćwikliński przyznaje, że prace nad takim rozwiązaniem są prowadzone.
Do informacji odniosło się już Ministerstwo Obrony Narodowej. Rzecznik Anna Pęzioł Wójtowicz napisała, że "pismo skierowane do jednostek wojskowych miało na celu jedynie wysondowanie jaka liczba żołnierzy posiada uprawnienia myśliwego."
W odstrzale mieliby brać udział żołnierze będący jednocześnie myśliwymi, którzy na przełomie listopada i grudnia mieliby biegać po lasach za dzikami. A w dodatku z prywatnej broni i w ramach "urlopu okolicznościowego". Mówiąc krótko: żołnierze, którzy wynagradzania są z naszych wspólnych pieniędzy, mają dostać urlop po to, aby ze swoją bronią biegać po lasach i "ograniczać populację dzików".
Jeżeli komuś się wydawało, że żołnierze służą do obrony kraju i pomocy przy klęskach żywiołowych, to mu się tylko wydawało.
