To nie jest Kotek z Dzikowa Iłowieckiego, ale też jest uwięziony. Czy absurdalna sprawa kota sołtysa wsi na Warmii trafi do uszu Jarosława Kaczyńskiego?
To nie jest Kotek z Dzikowa Iłowieckiego, ale też jest uwięziony. Czy absurdalna sprawa kota sołtysa wsi na Warmii trafi do uszu Jarosława Kaczyńskiego? Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

Mundurowi "nie mają litości" dla kota sołtysa Dzikowa Iłowieckiego. Ich zdaniem zwierzak musi być nie tylko uwiązany na smyczy, ale chodzić też w kagańcu. Oburzony właściciel odgraża się, że zadzwoni do Prezesa, który niedawno pokazał, że ma miękkie serce do zwierząt, zwłaszcza do kotów.

REKLAMA
Ta sąsiedzka kłótnia o zwierzaka w wiosce, z której bliżej do Kaliningradu niż do Warszawy, może wstrząsnąć Wiejską. Okazuje się, że to sołtys pierwszy poskarżył się na psa sąsiadki. Pies, Felek, biegał po wsi za jego kotem. Mundurowi przyjechali na interwencję. Ukarali właścicielkę psa, ale ta uznała, że winę ponosi też miłośnik kotów. Policjanci wypisali mu mandat za chodzącego luzem Kotka, jak powszechnie nazwany jest w Dzikowie Iłowieckim sympatyczny sierściuch. Sołtys mandatu nie przyjął.
W połowie lipca obędzie się rozprawa w sądzie. Stanisław Baran, bo tak nazywa się szef wsi, zamierza interweniować u samego Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli chodzi o prawa zwierząt, dał się poznać, jako człowiek o czułym sercu. Te zdjęcia z sejmowej debaty są wymowne. Natomiast Baran w rozmowie z dziennikarzem Onetu żalił się: – Mam już zamiar zadzwonić do prezesa Prawa i Sprawiedliwości, który też ma kota. A jak jego kot też wychodzi na zewnątrz? To wtedy jemu też dziennikarze będą musieli pomagać, jak go policja poda do sądu.
Sprawa jest poważna, bo z kotami nie ma żartów, doprowadzają przed oblicze Temidy. Co pokazuje niedawny wyrok w sprawie kota, które wyjadł złote rybki z oczka wodnego.
Źródło: Onet, "Rzeczpospolita"