
Przebrnij przez ankietę
Kaśka od kilku miesięcy nosiła się z zamiarem adopcji psa. Zapytała właściciela mieszkania, które wynajmuje, czy nie będzie miał nic przeciwko. Zgodził się. Zaczęła odkładać pieniądze na wyprawkę. Przebrnęła przez kilka stron ankiety, która w sumie zawierała kilkadziesiąt pytań. Nie zdziwiło jej nawet to o "ziewanie" ("Co oznacza, jak pies ziewa?"). Następny krok – rozmowa telefoniczna z koordynatorem adopcji. W końcu spacer ze zwierzakiem. – Znam kilka przykładów adopcji i schronisko nigdy nie robiło problemów. Myślę, że najważniejsze jest to, jak potencjalny opiekun postrzega psa. Jeśli jest zainteresowany koniecznie rasowym zwierzakiem, to może być niepokojący sygnał. Rasowe idą w pierwszej kolejności – mówi ze złością Kaśka. Ona stara się o adopcję kundelka.
Ania i jej partner chcieli adoptować młodego labradora. Zgłosili się do jednej z krakowskich fundacji: najpierw napisali maila, później wypełnili formularz. Kilkadziesiąt pytań. Zależało im na szybkiej adopcji, wzięli nawet urlop w pracy. Do wyboru czworonoga podeszli odpowiedzialnie. Pod uwagę wzięli różne czynniki, także ten, że mieszkają na czwartym piętrze w bloku bez windy, a labradory mogą mieć problemy ze stawami. Szczególnie upodobali sobie dwa psy. Ale kontakt z fundacją znów się urwał. – Nikt się do nas nie odzywał, napisałam kilka maili. W końcu zgłosiła się do nas pani i zapowiedziała, że nas odwiedzi – opowiada Ania. Trzy razy nie udało jej się dotrzeć. W końcu przyszedł mężczyzna. Rozejrzał się po mieszkaniu, zadał kilka pytań. – Z najdziwniejszych: co będzie jeśli się rozstaniemy – mówi rozbawiona. Pracownik fundacji po wizycie w ich domu był zachwycony, ale kontakt znów się urwał.
To był młody pies, bardzo żywiołowy. W końcu został oddany starszym ludziom, którzy mają dom z ogrodem. Zastanawialiśmy się, jak ci państwo poradzą sobie z tak energicznym zwierzakiem. Uważam, że lepiej jest psu w mieszkaniu, a to ze względu na to, że trzeba przynajmniej trzy razy dziennie z nim wyjść. Oczywiście, rozumiem, że należy sprawdzać do kogo trafi zwierzę. Ale przede wszystkim pracownikom schronisk i fundacji powinno zależeć na tym, by te zwierzęta były adoptowane, by znalazły dom. Nie sądziłam, że ktoś może powiedzieć, że jesteśmy złym domem.
Niedługo później los się do nich uśmiechnął. Trafili do jednego z krakowskich schronisk. I tu znów zaskoczenie: psa dostaną niemalże natychmiast. Choć żaden wolontariusz nie był im w stanie powiedzieć zupełnie nic o zwierzaku, który przebywał w schronisku od trzech miesięcy. Chcieli, by pies ich poznał, dlatego odwiedzili go kilka razy. – Chociaż w ogóle tego od nas nie wymagali. Można było przyjść i od razu wziąć czworonoga – dodaje Ania. Dowód osobisty, dokumenty, pytanie o wsparcie finansowe schroniska, wizyta w ambulatorium, odebranie książeczki psa, zalecenia i koniec. I zwierzak jest już ich. – Sunię mamy od pół roku i nikt nas nawet nie skontrolował, nie zadzwonił, nie zapytał. Moglibyśmy ją uwiązać na łańcuchu, przerobić na smalec i nikt by nas nie skontrolował – mówi.
Chcesz kota? Zabuduj balkon
Zwierzę może być chore – przygotuj się
– W schronisku jest tyle zwierząt, że nie sposób kompleksowo przebadać wszystkie – słyszę od jednej wolontariuszki. O tym na własnej skórze przekonał się Tomek, który adoptował kota. Najpierw pracownik fundacji odwiedził ich w domu, obejrzał mieszkanie, także zajrzał na balkon. Zgodzili się na adopcję. – Ale niestety, okazało się, że kot jest chory – zagrzybiały – mówi Tomek. Zwierzę zaczęło drapać się do krwi. – Wszyscy, z małym dzieckiem włącznie, zaraziliśmy się od niego grzybicą. W międzyczasie okazało się także, że nie załatwia się do kuwety – opowiada Tomek. – Od nas wiele wymagano, ale fundacja nie grała fair – podkreśla. Z niemalże identyczną sytuacją do czynienia miała także inna para. Kot, którego adoptowali spędził u nich zaledwie kilka miesięcy. Na jego leczenie wydali kilka tysięcy. – Niestety skończyło się eutanazją – słyszę.
Udowodnij, że jesteś dobrym człowiekiem
– Proces adopcyjny jest wydłużany po to, by decyzja o adopcji była naprawdę przemyślana. Dlatego też zapraszamy na dwa, trzy spacery przed adopcją. Piesek zapamiętuje potencjalnych właścicieli i jest to niemal gwarancja sukcesu. Dzięki takim zabiegom nieudanych adopcji jest niewiele – mówi Irena Kowalczyk ze schroniska w Korabiewicach.
Często ludzie, którzy zgłaszają się do adopcji zwierzaka nie zrobili poczynili wcześniej żadnych kroków. Rolą organizacji pro zwierzęcych jest edukacja. Linki, opisane stadium przypadku, ankieta adopcyjna z szeregiem pytań - to wszystko ma pokazać człowiekowi, czy aby na pewno chce adoptować zwierze. Nam nie zależy na wypychaniu celowo czworonogów, ale na dopasowywaniu człowieka do psa i odwrotnie.
Częścią procedury adopcyjnej jest wizyta w domu. Np. sprawdzamy czy człowiek mieszka tam, gdzie podaje. Jeśli ktoś mieszka w domu z ogrodem, to sprawdzamy, czy jest zabezpieczony. Mówimy przyszłemu opiekunowi, że musi wprowadzić zmiany dla bezpieczeństwa psa. Później sprawdzamy, czy to zrobił. Jeśli tak, to koordynator adopcji wprowadza zwierzę. I po jakimś czasie jest wizyta kontrolna, sprawdzamy czy pies jest w dobrym stanie.
Napisz do autorki: daria.rozanska@natemat.pl