
"W piątek dopuścili do ucieczki psa z mojej rodziny" – pisze o pracownikach kliniki Elwet w Warszawie Gabriela. Pies wabi się Lola i ma 12 lat. Nie wiadomo, co się z nim dzieje. Najbardziej zaskakuje fakt, że o jego zaginięciu właścicielka dowiedziała się po kilku godzinach.
REKLAMA
"Skandal!" – takie zdanie o postawie personelu ma Gabriela Przyłucka, szukająca brązowego, miniaturowego pinczera. 12-letnie zwierzę uciekło z kliniki weterynaryjnej 16 września. Do zdarzenia doszło około 11, do 15 opiekunka Loli była pewna, że wszystko z nią w porządku.
Przyłucka utworzyła wydarzenie na Facebooku, by zwiększyć szansę na odnalezienie sędziwej suczki. Jak na razie - bez rezultatu. Winowajca przyznaje, że popełnił błąd - zostawił otwarte drzwi. – Pies skorzystał i dał dyla – tłumaczy właściciel Elwetu w rozmowie z portalem Metro Warszawa. Ale zaraz się usprawiedliwia przekonując, że nikt od ręki nie informuje o czymś takim właściciela.
– Najpierw skupiliśmy się na łapaniu go, poszukiwaniach – zauważa, a potem obwinia Przyłucką. – Pani została zawiadomiona nieco wcześniej, niż twierdzi, ale przede wszystkim od razu poinformowaliśmy patrole ekologiczne i straż – dorzuca.
Poszukiwania trwają. Szef kliniki współczuje i obiecuje załatwić sprawę, Lola gdzieś się błąka. Ostatni raz widziano ją, gdy przebiegała ulicą Wołoską. Samochody przepuszczały zwierzę, potem mogło zdarzyć się wszystko.
