Kociak. Do zakochania jeden krok
Kociak. Do zakochania jeden krok Fot. Sergey Ivanov/ http://www.flickr.com/photos/mediumpanda/6157871473/ CC BY-SA http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/deed.en

Duże oczka, puszysta sierść i niewinny pyszczek. Niewiele potrzeba, żeby redakcyjnym koleżankom zeszkliły się oczy. Piskiem reagują na zdjęcie małej sówki i filmik o kilkumiesięcznej foczce karmionej butelką. Choć nie każdy się do tego przyzna, to absolutnie wszystkich rozczulają zdjęcia małych zwierzaków. Pieski, kotki, tygryski. Internet od dawna już żywi się filmikami z ich udziałem. Nic dziwnego. W końcu nie ma nic piękniejszego od małej, pluszowej kruszyny, którą chce się z marszu przytulić do serca. Nie wierzysz? To spójrz.

REKLAMA
Nie ma dnia bez słodziaka. Portale społecznościowe zalewają nas zdjęciami niechcianych kociaków, opuszczonych piesków czy baraszkujących tygrysków. Nic tak nas nie rusza jak widok małego, porzuconego zwierzątka. Instynktownie chcemy się nimi zaopiekować i mocno przytulić. W zależności od preferencji, jedni bardziej piszczą przy pieskach, inni przy sówkach albo kotkach. Mało kto jednak potrafi przejść obok nich obojętnie. Spece od reklamy dawno już zauważyli tę właściwość, dlatego do granic możliwości wykorzystują wizerunek małych zwierząt. Szczeniaki atakują nas z opakowania papieru toaletowego, kotki kuszą w reklamie telefonów komórkowych i karmy dla zwierząt. Dlaczego tak bardzo je kochamy?
– To zupełnie naturalne, że rozczulają nas małe zwierzęta – mówi Adam Wajrak. – Tak jesteśmy uwarunkowani genetycznie, że roztkliwia nas wszystko co ma duże oczy, krótki pyszczek i wysokie czoło. Instynkt podpowiada nam, że takie osobniki są bezbronne i trzeba się nimi zająć, bo same sobie nie poradzą. Na tej samej zasadzie rozczulamy się na widok dzieci. Sam mam słabość do małych wyderek i lisków. Ostatnio zrobiłem serię zdjęć lisiej mamie i jej młodym. Wrzuciłem je na Facebooka i momentalnie polubiły je setki osób. No bo jak tu nie lubić takie małego, pokracznego liska, który wielkimi oczami z ufnością patrzy na świat? Z moimi kolegami fotografami często się śmiejemy, że jest osobna kategoria „słodziak”. Liski na pewno do niej należą – dodaje dziennikarz.

Słodkości nie brakuje też kotom, które ostatnio opanowały internet. Można zobaczyć je wszędzie i w każdej konfiguracji. Do płączu, do śmiechu, a przede wszystkim do przytulenia. Zanim jednak kolejny raz zaczniemy mruczeć do ekranu naszego komputera, warto przypomnieć sobie, że wszystko co piękne kiedyś się kończy. – Moda na małe zwierzątka bywa zwodnicza – tłumaczy Wajrak. – W końcu wszystkie, nawet największe słodkości kiedyś dorosną, a wtedy już nie będą tak urocze i kochane. Nie mam nic przeciwko wymienianiu się zdjęciami ze słodziakami, ale przerażają mnie ludzie, którzy pod wpływem wyglądu decydują się na kupienie zwierzaka. W końcu zwierzę to nie zabawka. W Stanach istnieje nawet pojęcie "syndrom pluszowego misia", opisuje on zjawisko postrzegania świata przez pryzmat słodkich zdjęć w internecie. Dzieci, które naoglądały się foczek i misiów, myślą, że zwierzęta służą tylko do przytulania, a w rzeczywistości to często groźne drapieżniki – dodaje Wajrak. Natura rzeczywiście bywa brutalna, a urocze zdjęcia zwykle niewiele mają wspólnego z rzeczywistością.
Słodycz to też sposób zwierząt na obłaskawienie człowieka. Pierwsze psy, jakie pojawiły się w ludzkiej osadzie, początkowo pełniły rolę maskotek dla dzieci. Wychowywane przez człowieka, powoli udomawiały się. Na podobnej zasadzie działają na nas koty, które według Wajraka są z założenia zwierzętami bez większego sensu. Istnieją więc tylko po to, żeby trochę nas udobruchać i porozczulać. Jak widać, słabość do dużych oczek jest czymś nieprzemijającym. Nie ważne, czy w skalnej grocie, czy na tablecie. Kociaki podbijają serca.