
Wojewoda mazowiecki uznał, że miasto Warszawa nie może dofinansowywać sterylizacji oraz kastracji psów i kotów. Jednym ruchem zakończył trwającą od czterech lat akcję, z której skorzystało blisko 5 tys. czworonogów. Pokazał przy tym, że zupełnie nie rozumie zjawiska pt. bezdomność zwierząt, nie wie, jak z nim walczyć, nie zna kosztów i konsekwencji. Dlatego w środowisku kociarzy i psiarzy wrze. Bo ten program sterylizacji, panie wojewodo, znacznie tę bezdomność w Warszawie ograniczył. I to wcale nie takim dużym kosztem.
– Hycel potrafi kosztować nawet 1000 zł. Tyle bierze za złapanie jednego psa. W Zawierciu, proszę sprawdzić w internecie, za to że jest pod telefonem, bierze 20 tysięcy złotych. A w Będzinie wiem, że miasto płaci 1000-1300 zł za jednego psa, który teoretycznie ma się potem znaleźć w schronisku – mówi Joanna Zaremba z Fundacji for Animals, która prowadzi akcję sterylizacji zwierząt w całej Polsce. W 2014 media faktycznie trąbiły, że hycel na usługach gminy Zawiercie zarabia 17,5 tys. zł.
W 2001 roku w Nisku po raz pierwszy zarządzono masowe wyłapywanie bezpańskich psów. Pierwszy raz stał się też ostatnim. Okazało się, że na ten dzień psy zniknęły z ulic miasta a gmina musiała zapłacić kieleckiej firmie blisko 15 tysięcy złotych za akcję. Czytaj więcej
W Warszawie hycel nie jest jednak potrzebny, takie usługi nie są tu praktykowane, w sytuacjach awaryjnych wzywana jest straż miejska. Tu trzonem walki z bezdomnością zwierząt miało być właśnie dofinansowanie sterylizacji, bo nie każdego na nią stać. Zainteresowanie było zresztą ogromne. To, że zabiegowi poddano ok. 5 tys. kotów i psów, a nie więcej, wynika tylko z tego faktu, że na więcej nie starczyło funduszy. Kolejki były znacznie dłuższe.
A efekty są. W Ratuszu mówią, że kilka lat temu w schronisku na Paluchu było ponad 2 tysiące bezdomnych psów. Dziś jest ich 850. Sam szef schroniska też przekonuje danymi, jak bardzo sterylizacja ma sens: w 2012 roku trafiło do niego 491 szczeniąt. W kolejnych wyglądało to tak:
- 2013 - 376
- 2014 - 329
- 2015 - 232
Spadek widać aż nadto wyraźnie. – Efekty są zauważalne. Każde działanie, które ma zapobiegać bezdomności zwierząt jest zgodne z Ustawą o ochronie zwierząt. Pan wojewoda podnosi, że chodzi tylko o zwierzęta, które są w schronisku. My jednak uważamy inaczej – mówi Agnieszka Kłąb z warszawskiego Urzędu Miasta. Biuro wojewody nie odpowiedziało na nasze zapytanie, ale w mediach można znaleźć informacje, że powołuje się na Ustawę o ochronie zwierząt, która zakłada obligatoryjną kastrację i sterylizację zwierząt przebywających w schroniskach. Tłumacząc decyzję takimi słowami:
"Rada m. st. Warszawy mogła zatem uregulować wysokość środków przeznaczonych na realizację programu wyłącznie w odniesieniu do zwierząt bezdomnych. Rada przekroczyła uprawienia wprowadzając regulacje dotyczące sterylizacji i kastracji zwierząt posiadających właścicieli (prawo miejscowe może jedynie uzupełniać przepisy ustawowe)". Czytaj więcej
Co brak sterylizacji może oznaczać? – Przy braku sterylizacji z jednej kotki w ciągu jednego sezonu może być 60 małych kociąt. Powiedzmy, że przeżywalność będzie na poziomie 50 proc. to i tak kociąt będzie 30. A jeśli w siedlisku na osiedlu mamy 10 kotów, to za rok będziemy mieć kotów 300 – tłumaczy Joanna Zaremba. Do tego, jej zdaniem, dochodzi ostracyzm społeczny, z jakim spotykają się ci, którzy dbają o koty. Ludzie ich nie tolerują i pewnie sytuacja tylko się pogłębi.
A mniej bezdomnych zwierząt, to równie więcej pieniędzy w budżecie. Nawet choćby z powodu karmy, którą urząd miejski kupuje i rozdziela po wszystkich dzielnicach.
napisz do autora:[email protected]
