Rasowe psy nie zawsze dorastają w przyjemnych warunkach. Hodowanie ich wywołuje choroby, przez które niepotrzebnie cierpią.
Rasowe psy nie zawsze dorastają w przyjemnych warunkach. Hodowanie ich wywołuje choroby, przez które niepotrzebnie cierpią. Fot. Pixabay

Crufts – to jeden z największych psich show w Wielkiej Brytanii. Sędziowie oceniają niemieckiego berneńczyka. Ot, kolejne zwierzę? Chyba nie, widzów zaniepokoił jego wygląd. Sprawiał wrażenie cierpiącego – zauważalne deformacje ignorowała tylko właścicielka rasowego psa. Hodowca też nie przyzna się, że doprowadził do go takiego stanu. Horror więc trwa, choć jeśli zaczniemy się sprzeciwiać, może wreszcie się skończy?

REKLAMA
Bulwersującą sprawę nagłaśnia „The Guardian”. Z felietonu Michele Hanson wyłania się obraz psów traktowanych jak produkty. Oczywiście, nie wolno generalizować, ale autor tekstu daje powody, by wierzyć, że nie jest różowo.
Hanson powołuje się m.in. na emitowany przez BBC dokument pt. „Pedigree Dogs Exposed”. Twórcy za smutny przykład podali king charlesa spaniela. Ten rasowy pies często boryka się z syndromem Arnolda – Chiariego. Dotknięte nim zwierzę jest bardzo wrażliwe na dotyk w okolicach głowy i karku. Dawny ulubieniec królów przeżywa katusze, które… nikogo nie obchodzą. Został przecież stworzony jako "piesek do towarzystwa", a mieszane geny robią swoje.
Teoretycznie choroba powinna wykluczać z psich zawodów. W praktyce wygląda to zwykle tak, że organizatorzy przymykają oko. – Spotkanie z buldogiem, który przeszedł lifting pyszczka (!) nie jest niczym nadzwyczajnym – pisze Hanson. – Typowe dla niego zmarszczki są solą w oku hodowców – tłumaczy. A operacja to pół biedy. Jeśli pies ma zbyt wiele wad, może trafić na ulicę.
Rasowym czworonogom wcale nie musi być lepiej, niż tym ze schronisk. Trudno porównywać cierpienie, ale warto zastanowić się nad jego sensem. Kampanie nawołujące do adopcji psów nie powstają bez powodu. Płacenie hodowcom jest w stanie wyrządzić krzywdę – po co się do tego dokładać?
źródło: theguardian.com

Napisz do autorki: [email protected]