Jarmark Koński w Skaryszewie.
Jarmark Koński w Skaryszewie. Facebook.com/FundacjaZwierzecaPolana

Raz do roku Skaryszew w południowej części województwa mazowieckiego przeżywa prawdziwe oblężenie. W połowie lutego, to spokojne na co dzień miasteczko zmienia się nie do poznania, a przez miejscowość przewija się ponad 10 tys. osób z różnych zakątków Polski i spoza naszej granicy. Przyciąga ich tutaj największy i najstarszy w tej części Europy Jarmark Koński Wstępy. I choć nie przypomina już targu sprzed lat, kiedy zwierzaki w opłakanym stanie trafiały stąd prosto na rzeź, to nadal nie wszystko tu działa bez zastrzeżeń.

REKLAMA
Tak dobijają targu w Skaryszewie
Właśnie zakończyła się kolejna edycja kontrowersyjnego jarmarku. Z punktu widzenia organizatorów - wszystko poszło zgodnie z planem. Zdaje się, że padła również rekordowa frekwencja, bo w sporządzonym na szybko podsumowaniu padają zawrotne liczby. - W tym roku gościliśmy jakieś 12 tys. osób - słyszymy od pracowników skaryszewskiego urzędu miasta i gminy. Sprzedawcy i handlarze przywożą tu też co roku imponującą liczbę zwierząt - szacuje się, że targu można dobić przy zakupie 1000-15000 koni.
Coraz więcej spośród nich, co jest dobrą informacją, nie trafia do ubojni. Niektórzy i tak nie mają jednak wątpliwości, że mroczne oblicze jarmarku wcale nie zniknęło, tylko w nowym wydaniu jest trudniej dostrzegalne. Trudniej też na pewno złapać na gorącym uczynku sprzedawcę-sadystę, ponieważ ci, nauczeni doświadczeniem poprzednich lat, wiedzą że obrońcy zwierząt potrafią narobić rabanu. A taki rozgłos nie jest im do szczęścia potrzebny.
Jeszcze parę lat temu w Skaryszewie panowała wolna amerykanka i dochodziło do takich targów, od których włos jeżył się na głowie. Zwierzęta zaniedbane, schorowane trafiały w ręce tych, którzy wieźli je prosto pod nóż. Szemrane interesy odbywały się na terenie całego miasta, często w pokątnych miejscach, z dala od wścibskich oczu organizatorów imprezy i służb pilnujących porządku. Nie wylewano tu też za kołnierz, co zresztą ma miejsce do dzisiaj, ale już nie na taką skalę.
Jest lepiej, ale...
Teraz, co przyznają nawet obrońcy zwierząt, którzy każdego roku monitorują skaryszewski jarmark, widać poprawę. Od paru lat targ odbywa się w specjalnie przeznaczonym, ogrodzonym i oznakowanym miejscu - na placu przy Krasickiego 13.
Poprawę sytuacji na końskim jarmarku widać gołym okiem - jest więcej patroli policji z Radomia, a po placu targowiska przechadzają się nieustannie pracownicy Powiatowego Inspektoratu Weterynaryjnego z Radomia. Grzegorz Zaborski, powiatowy lekarz weterynarii przyznaje, że w tym roku, mimo paru uchybień, podlegli mu pracownicy nie zgłaszali oficjalnych skarg odnośnie kondycji przywiezionych zwierząt.
logo
Skaryszewski jarmark wzbudza wiele kontrowersji. Screen z YouTube.com
- Tegoroczny jarmark oceniam dobrze. Nasze kontrole nie wykazały nieprawidłowości - mówi nam Zaborski. Ale nie wszystko oczywiście wygląda tak kolorowo. Sam powiatowy lekarz weterynarii zauważa, że przedstawiciele inspektoratu weterynaryjnego, mimo starań, nie są w stanie skontrolować wszystkich koni i warunków, w jakich są przetrzymywane.
Grzegorz Zaborski, powiatowy lekarz weterynarii z Radomia

To ogromna impreza i oczywistym jest, że nie dysponujemy tyloma ludźmi, żeby wszystko osobiście skontrolować. To byłoby po prostu fizycznie niemożliwe. Poza tym, kontrolujemy tylko plac targowiska. Nie można zatem wykluczyć, że poza jego obszarem dochodzi do sytuacji niepożądanych.

Poza kontrolą
Brak możliwość zweryfikowania każdego sprzedawcy nie jest jednak jedynym niepokojącym zjawiskiem. Zarówno organizacje pozarządowe jak i służby porządkowe, mówią otwarcie o tym, że poza dozorem pozostaje moment przed oficjalnym rozpoczęciem jarmarku. Wówczas, pod osłoną nocy lub wczesnym porankiem, często dochodzi do pierwszych transakcji sprzedającego z kupującymi.
- Niestety nie wiemy, co się wtedy dzieje. Formalnie nie mamy na to żadnego wpływu, pozostaje to poza naszą jurysdykcją - tłumaczy Zaborski. Na nic zdają się tutaj apele organizatorów i jasno wytyczone godziny, w których należy pojawić się na targu. Sprzedawcy koni i tak zjeżdżają się przed jego oficjalnym otwarciem. - Byliśmy tam już o północy. Rozładunek koni zgodnie z planem miał się rozpocząć o godz. 2 w nocy, tymczasem kiedy tam przyjechaliśmy sprzedawcy już tam byli - opowiada Malwina Kupiec ze Stowarzyszenia Lucky Horses.
Kupiec przyznaje, że na placu, na którym odbywało się targowisko, wszystko prezentowało się bez zarzutu, a kondycja zwierząt nie budziła zastrzeżeń. Członkini stowarzyszenia ratującego konie relacjonuje jednak, że zaobserwowała kilka ciężarówek, w których były konie, ale z jakiegoś powodu sprzedawcy ich nie rozładowywali. - Możemy się tylko domyślać, dlaczego tak się stało. Najwyraźniej jednak z jakiegoś powodu nie mogły zostać wystawione na widok publiczny - mówi.
Z kolei Aleksandra Grynczewska, prezes Fundacji Zwierzęca Polana była w tym roku na targu już piąty raz. Wspomina jak jeszcze nie tak dawno temu była razem ze współpracownikami obrzucana przez sprzedających kamieniami, a przed rozjuszonymi ludźmi musiała ich ratować policja. Mając na koncie takie doświadczenie i ona docenia zmiany zachodzące na skaryszewskim jarmarku. - Nie oznacza to jednak, że konie nie trafiają stąd do rzeźni. Zmieniono po prostu taktykę - mówi Grynczewska. Obrończyni zwierząt twierdzi też, że poprawa standardów, choć godna pochwały, nie zmienia najważniejszego.
Aleksandra Grynczewska, prezes Fundacji Zwierzęca Polana

Rolnicy i handlarze, którzy zarabiają na śmierci koni się nie zmienili. I z tym nic nie da się zrobić. Widok koni, na których postawiony jest krzyżyk, co oznacza, że jadą do rzeźni zawsze będzie budził nasz sprzeciw, a to na jarmarku ma ciągle miejsce. Poza tym, nie ulega wątpliwości, że taki jarmark nie powinien po prostu istnieć.

Uratowali, co się dało
Działacze stowarzyszeń i fundacji, które pojawiły się w tym roku na jarmarku, zdołały uratować kilka koni przed, być może, najgorszym losem. Stowarzyszenie Lucky Horses wróciło do swojej siedziby z 7-miesięcznym źrebakiem Jemiołką i Sabriną, 7-letnią ciężarną klaczą. Kupiono je mimo, jak mówią przedstawiciele stowarzyszenia, "cen z kosmosu i bezlitosnych handlarzy".
logo
Jemiołka - źrebak wykupiony ze Skaryszewa przez Fundację Zwierzęca Polana. Facebook.com/FundacjaZwierzecaPolana
Stowarzyszenie Benek wspólnie z Fundacją Zwierzęca Polana w Skaryszewie zdołali wykupić trzy klacze i jednego kuca. - Opróżniliśmy całe konto Fundacji, konta prywatne i pożyczyliśmy pieniądze - opowiadają działacze. Swoje dorzuciła jeszcze Fundacja Tara, która od wielu lat walczy z warunkami panującymi na targu. Pod opiekę organizacji trafiło kilkanaście koni. Tylko co z resztą koni, które zostały w tym roku sprzedane na jarmarku?

Napisz do autora: [email protected]