
Dzika Klinika w Krakowie to wyjątkowe miejsce. To właśnie tutaj od paru lat trafiają nietypowi pacjenci: okaleczone sikorki, chore jeże, wiewiórki potrzebujące pomocy. Dzicy lokatorzy kliniki byli do tej pory otaczani troskliwą opieką wolontariuszy i pracowników Fundacji Dzika Klinika. Miejscy urzędnicy uznali jednak, że nie będą łożyć na dalsze funkcjonowanie kliniki. W ten sposób pozbawili finansowania ośrodek, który ma na utrzymaniu wiele dzikich zwierzaków, i który – w ocenie postronnych obserwatorów – świetnie wywiązywał się ze swoich zadań.
W tym przypadku sprawdza się zasada mówiąca o tym, że jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Jakiś czas temu urzędnicy z krakowskiego magistratu ogłosili przetarg na prowadzenie pogotowia dla zwierząt chronionych. Do tej pory zajmowała się tym Dzika Klinika. Oprócz Dzikiej Kliniki do przetargu stanęły inne podmioty.
Na niefortunnym, zdaniem wielu, położeniu się jednak nie kończy. Joanna Wójcik, która na ratowaniu dzikich zwierzaków zna się jak mało kto, ma obawy, czy firma z Racławic ma odpowiednie kompetencje, żeby wykonywać tak odpowiedzialne zadanie. Największe wątpliwości budzi fakt, że na terenie Krakowa ośrodek z Racławic ratowanie zwierząt powierzył firmie Dzikie Pogotowie, która nie cieszy się dobrą opinią.
Dzikie Pogotowie to firma zawiązana przez myśliwych. Dawniej funkcjonowali pod nazwą Kaban, ale zepsuli sobie opinię. Potem zmienili nazwę, ale historia się powtórzyła. Teraz mamy do czynienia z kolejną odsłoną i już teraz dochodzą do nas niepokojące sygnały z ich interwencji.
Napisz do autora: [email protected]
