
Kilkanaście wygłodzonych koni zostało odebranych rolnikowi z Modrzycy. Cała sprawa rozpoczęła się na początku 2015 roku, kiedy to wolontariusze Biura Ochrony Zwierząt i hodowcy koni odkryli, w jakich warunkach żyją i w jakim stanie są zwierzęta. Ich były właściciel nie ma sobie nic do zarzucenia: – Jak można wchodzić na czyjąś posesję i zabierać mu jego własność? – powiedział.
Konie były zagłodzone, chore, zawszone. „Niektóre ważyły połowę tego, co przewiduje norma. Niedowaga sięgała 200 kg. Koniom zanikały mięśnie, bo żyły w zamknięciu, stojąc po kolana w gnoju. Gniły im przerośnięte kopyta. Zdaniem wolontariuszy korygowano je dłutem i siekierą. Konie cierpiały na świerzb i grzybicę. Dwie klacze nie przeżyły” – czytamy w „Wyborczej”. Biuro Ochrony Zwierząt zgłosiło sprawę na policję i do prokuratury. Franciszek G. usłyszał zarzuty znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Proces jest w toku.
Dopóki życie zwierząt nie jest zagrożone, zawsze daję szansę. Z pewnością mogę powiedzieć, że gospodarstwo w Modrzycy odbiegało, w negatywnym tego słowa znaczeniu, od innych wiejskich i prymitywnych hodowli.
W boksach stały prawie po metr gnoju. To z pewnością nie jest "wysoka ściółka". Obornik powinien mieć najwyżej 20 cm i w ostateczności być wymieniany raz w miesiącu. A najlepiej co kilka dni. To siedlisko bakterii i grzybów. Tutaj zalegał miesiącami, a może i dłużej. Nic dziwnego, że konie chorowały.
Konie były złamane psychicznie. Bały się człowieka. Zdarza się, że koń ma 30 lat, wygląda już kiepsko, nie ma zębów, a jednak widać, że to najszczęśliwszy koń na świecie. Że ma w człowieku przyjaciela. A w Modrzycy... Takim ludziom trzeba odbierać zwierzęta i zakazywać hodowli. Ten pan się nie nadaje. Nie ma do tego ani wiedzy, ani sumienia. Czytaj więcej
Wszystkie tego typu doniesienia wzbudzają zawsze ogromne emocje. Niedawno pisaliśmy o kierowcy, który ciągnął swojego psa za samochodem, bo jego zwierzę… było ubłocone. Na szczęście zareagował wtedy inny kierowca, który zaalarmował policję. Mężczyźnie grozi dwuletnia odsiadka za kratami, o czym pisała Dominika Majewska.
Napisz do autorki: [email protected]
