
Kiedyś się je po prostu usypiało. Nie widzą? Pewnie sobie nie poradzą, nie znajdzie się dla nich żaden opiekun. Są jakieś gorsze, "popsute". Oni zaczęli walczyć z takim stereotypem. Niewidzące kociaki nazywają czule "ślepaczkami" i każdego dnia udowadniają, że zwierzak z problemem, potrafi harcować tak samo, jak inne mruczki. Grupa "Ja pacze sercem" jako jedyna w Polsce zajmuje się ślepymi i niedowidzącymi kotami. Zresztą, nie tylko w Polsce - od kiedy na Ukrainie wybuchł konflikt, starają się pomagać również kotkom ze strefy objętej działaniami wojennymi.
REKLAMA
Na ratunek "ślepaczkom"
Specjalna grupa ratująca kociaki z kłopotami wzroku działa przy Fundacji Kłębek, ale jej wolontariusze rozsiani są po całej Polsce. Żeby im pomóc, nie trzeba wielkich kwalifikacji. Ale bez jednego się nie obędzie - trzeba mieć ogromne serce, jak podkreśla założycielka tego szczególnego projektu. Mimo tego, że trzon grupy tworzy jedynie 10 osób, to można śmiało powiedzieć, że mają determinacji za stu. A walka o lepszy los ich podopiecznych to wyjątkowo ciężki kawałek chleba.
Specjalna grupa ratująca kociaki z kłopotami wzroku działa przy Fundacji Kłębek, ale jej wolontariusze rozsiani są po całej Polsce. Żeby im pomóc, nie trzeba wielkich kwalifikacji. Ale bez jednego się nie obędzie - trzeba mieć ogromne serce, jak podkreśla założycielka tego szczególnego projektu. Mimo tego, że trzon grupy tworzy jedynie 10 osób, to można śmiało powiedzieć, że mają determinacji za stu. A walka o lepszy los ich podopiecznych to wyjątkowo ciężki kawałek chleba.
Trzeba im zapewnić opiekę lekarską, często zoperować, co jest bardzo kosztowne. Usunięcie oczka to koszt rzędu kilkuset złotych, do tego dochodzi szereg badań, a często i leczenia innych schorzeń. Potem, kiedy kotek dojdzie do siebie, trzeba jeszcze przecież znaleźć kogoś, kto będzie odpowiedzialnym opiekunem i nie przestraszy się, że pod jego dach trafi kociak, który nie może się pochwalić sokolim wzrokiem.
– Nasze "ślepaczki" to normalne kociaki, nie żadne tam kaleki, jak myślą niektórzy. Prawdą jest, że wymagają często specjalnej opieki i nieco innego podejścia. Mimo tego, staramy się pokazać, że potrafią być tak samo pocieszne, tak samo rozbrykane jak reszta kociaków – mówi Joanna Piotrowska-Wojczak, która jest liderką tej wesołej ferajny do kocich zadań specjalnych i założycielką grupy "Ja Pacze Sercem". Swoim entuzjazmem Joanna i jej wolontariusze potrafią skutecznie zarażać, a miarą ich sukcesu jest ilość udanych adopcji i pomocy, jaką otrzymują od osób z całej Polski. Dzięki nim "ślepaczki" znajdują ciepłe domy i kochających opiekunów. Ta sztuka udała im się już kilkadziesiąt razy.
W schroniskach koty ślepe i niedowidzące nie mają lekkiego życia. Często ze względu na trudne warunki, brak miejsca i możliwości, trzymane są w klatkach, w izolacji. – Powszechną praktyką było też poddawanie takich kociaków eutanazji – mówi wprost Piotrowska-Wojczak. W takich okolicznościach, powstanie grupy specjalizującej się w opiece i adopcji ślepych kociaków, wydaje się szczególnie istotnym i zaszczytnym przedsięwzięciem. – Dlatego też, kiedy tylko ktoś da nam sygnał, że w jakimś schronisku jest ślepy kotek, natychmiast ruszamy na ratunek – zapewnia Joanna.
Koci "uchodźcy" z Ukrainy mile widziani
Od roku grupa "Ja Pacze Sercem" i jej członkowie, czyli "paczaczowie", jak lubią o sobie z przymrużeniem oka mawiać, zajmuje się również pomaganiem ukraińskim kotom.
Koci "uchodźcy" z Ukrainy mile widziani
Od roku grupa "Ja Pacze Sercem" i jej członkowie, czyli "paczaczowie", jak lubią o sobie z przymrużeniem oka mawiać, zajmuje się również pomaganiem ukraińskim kotom.
– To, co się tam dzieje, to prawdziwe piekło. Nie tylko dla ludzi, ale również dla zwierzaków, a o tym często się zapomina. Dzięki naszym cudownym wolontariuszom - czyli tak właściwie każdemu człowiekowi z wielkim serduchem, który pochyli się nad losem biednego kociaka, trafiło do nas już kilku takich ukraińskich mruczków. Chcemy pokazać, że można pomagać sobie również przez granice i w trudnych momentach. I od roku stajemy na uszach, żeby dawać radę zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie – opowiada Joanna, szefowa grupy "Ja Pacze Sercem".
Ostatnio do fundacji przybyło pięć nowych ukraińskich uchodźców, którzy tak jak pozostałe kociaki, mają problemy ze wzrokiem: Lori, Joshi, Dusia, Moris i Mysza już są w Polsce.
Mysza, czy "Myszka", jak woła za nią Ela z Warszawy, tymczasowa opiekunka, choć krucha i młoda, zdążyła już wiele przeżyć. Kiedy się na nią patrzy, trudno uwierzyć, że ma jakieś pół roku. Jest mikroskopijnych rozmiarów, a zwinięta w kłębek mieści się w dłoni. Los jej nie oszczędzał, o czym świadczą nie tylko problemy ze wzrokiem. Mała myszka nie ma też tylnej łapki. Nie wiadomo, co się stało i dlaczego ją straciła, jedno jest jednak pewne. Małej kotce nie przeszkadza to w dokazywaniu, o czym doskonale wie każdy, kto miał okazję poznać tego kociego łobuziaka.
– Jej historia jest niesamowita! To prawdziwa kocia kombatantka – przyznaje Ela. – Uratowała ją starsza i uboga kobieta z Ukrainy. Przychodziła i dokarmiała kociego malucha. Okoliczności były naprawdę dramatyczne, bo kotka znalazła się w strefie działań wojennych. Jednak dzięki pomocy wolontariuszek i, co ciekawe -żołnierzy, którzy ją przetransportowali, trafiła do schroniska ukraińskiego schroniska. Wolontariuszki słyszały wcześniej o grupie z Polski, która zajmuje się niedowidzącymi i niewidzącymi kotkami i wkrótce potem kotka trafiła do Polski – opowiada Ela.
Opiekunowie ślepych milusińskich są co do jednego bardzo zgodni. Ich koty często zachowują się tak, jakby wcale nie miały zepsutego wzroku. Poznańska grupa, która specjalizuje się w opiece nad takimi zwierzakami promuje się zresztą wymownym hasłem: "Nie bójcie się kotów niewidzących, bo one widzą więcej niż zwykłe koty". – Cały czas podkreślam, że to, że kotek nie widzi, albo niedowidzi o niczym nie świadczy. Te kociaki są zupełnie normalne. A na dodatek, świetnie sobie radzą. Co prawda niektóre ślepe kociaki są "parterowe", ale nie ma reguły. Mnie trafiły się takie, które skaczą bez mała wszędzie – śmieje się Ela, dumna opiekunka dwóch "ślepaczków": Temisi i małej kociej "kombatantki" Myszki.
Napisz do autora: [email protected]
