
W sierpniu Piotr Kuryło, znany maratończyk, popełnił wielki błąd – przywiązał swojego psa do bramy schroniska, po to, by wziąć udział w biegu... na rzecz pokoju. Sytuację zarejestrowały kamery, a nagranie szybko trafiło do sieci. Internauci nie zostawili na Kuryle suchej nitki, podobnie jak koledzy-biegacze. Teraz jest emigrantem i pracuje na budowie.
REKLAMA
Maratończyk po tym, jak potraktował zwierzę, stracił wszystko. Sponsorzy zerwali z nim umowy, środowisko też nie chce mieć z nim do czynienia, do tego opuściła go żona. Kuryło próbuje układać życie od nowa, a w tym celu wyjechał do Wielkiej Brytanii. – Do Polski już raczej nie wrócę – powiedział "Rzeczpospolitej".
Jak pisaliśmy w naTemat, mężczyzna długo bronił się przed atakami za bestialskie porzucenie psa. Uważał, że jest ofiarą nienawiści z powodu swojej wiary, dotąd bowiem deklarował wielką religijność. Internauci zastanawiali się, jakim więc cudem pobożny katolik mógł dopuścić się tak podłego aktu. Kuryło tłumaczył, że nie widział innego wyjścia – przecież nie zabrałby psa na maraton. Nikt inny nie mógł się nim zająć, gdy jego pan miał biec w imię pokoju na świecie.
Po kilku miesiącach były już sportowiec przyznaje się do winy i jest gotowy poddać się karze oraz zapłacić grzywnę.
źródło: Gazeta.pl
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natematmpl
