
„Uwaga! To ważne, wczoraj 05-08-2015 r w godzinach porannych zaginął gołąb. Na imię ma Staszek i ostatnio widziany był na plantach Krakowskich. W dniu zaginięcia gołąb nie był w nic ubrany. Uczciwego znalazcę czeka nagroda! Staszek... tęsknimy.” Tak głosi opis wydarzenia „Zaginął gołąb”, które na Facebooku cieszy się naprawdę ogromną popularnością – aż 15 tys. osób oznaczyło w nim swój udział. Kolejnych 8 tys. jest na nie zaproszonych.
REKLAMA
Pewnie zastanawiacie się, po co piszemy o tym wydarzeniu. Bo przecież to jakiś zwykły trolling, ktoś chciał zrobić sobie żart i stał się on po prostu dość popularny. I tak też w istocie jest. I choć wydarzenie to nic nie zmieni, nie obali żadnej doktryny ani prawdopodobnie nie stanie się początkiem nowego ruchu społecznego, to jednak jego duża popularność sprawia, że warto zwrócić na nie uwagę.
15 tys. osób, to naprawdę spory rząd dusz, zważywszy na „powagę” tego wydarzenia. Ale zdaje mi się, że jest to swojego rodzaju nieumyślna i przypadkowa karykatura, która obrazuje pewne zjawisko w internecie.
Tym zjawiskiem jest zmęczenie internautów ciągłym bombardowaniem ich ze wszystkich stron, kolejnymi i coraz to nowymi informacjami o tym, że jakieś zwierzę zaginęło, zostało skatowane, pobite czy zgubione. Ileż można patrzeć na zabiedzone zwłoki psa albo skatowanego kota? W jakimś stopniu może się to nawet łączyć z tym, o czym niedawno pisała w naTemat Dominika Majewska.
Jako że obecne pokolenia internautów są pokoleniami beki, to właśnie ona jest odpowiedzią na rzeczy, które denerwują. Skoro więc nie można już na coś patrzeć, należy to obśmiać. I sądzę, że właśnie tych kilkanaście tysięcy osób, które zgłosiło swój udział w tym wydarzeniu, może mieć dość tego nieustannego zalewu coraz to nowych zwierzęcych krzywd, które musi oglądać. Stąd też być może popularność gołębia Staszka, który, choć fikcyjny, sygnalizuje całkiem realny problem.
Napisz do autora: [email protected]
