
Ogrody zoologiczne mają spełniać funkcję edukacyjną, rozrywkową oraz chronić zagrożone gatunki. W rzeczywistości gatunki zagrożone w polskich ZOO stanowią raptem 14 proc. Pozostałe 86 proc. to zwierzęta zamknięte dla przyjemności człowieka.
W łódzkim ZOO większość opiekunów zwierząt to przypadkowi ludzie, którym bym nie powierzył pod opiekę chomika. Mimo że w samej Łodzi zapewne znalazłby się tysiąc osób które dałyby sobie ręce uciąć za możliwość pracy z tymi zwierzętami. Z pasji i dla doświadczenia. Na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby z tego ZOO, które się faktycznie nadają do pracy ze zwierzętami. Pasja to podstawa, ale potrzeba też wiedzy i pewnego zestawu cech, który u ludzi jest rzadki. I parę takich osób się tam znajdzie, ale dla dyrekcji tego ZOO znaczą tyle, co pracownicy Biedronki dla zarządu Biedronki.
1. Były kucharz, którego po 3 miesiącach przerzucono na ten dział z ptaków. Skąd usunięto go za karmienie papug mięsem a orłów owocami. Który potrafił postawić pieniek do rąbania mięsa naprzeciwko klatki samca lwa, który jak widział mięso to dostawał szału. „Bo przynajmniej ma rozrywkę”.
2. Były ślusarz, który nie przyjmował do wiadomości, że istnieją inne metody nakłonienia zwierzęcia do przemieszczenia się niż stosowane przez niego darcie na koty ryja o treści „no idże ty sku*wysynie” przy jednoczesnym nawalaniu kijem w kraty. Który pewnego dnia bez oporów opowiedział o zamiarze porzucenia swojego domowego kota. W sensie wywiezienia gdzieś do lasu i zostawienia. „Bo jest nieznośny, skurwy*yn*”.
3. Długoletni pracownik działu, do którego wyczynów należało wypuszczenie pantery chińskiej na drugiego pracownika. Skończyło się szczęśliwie, bo tylko na naderwaniu ucha i bliznach na szyi. Ale wdała się infekcja i „ofiara” prawie się przekręciła. Nie wyrzucono go jednak ani przy tym zdarzeniu, ani gdy później zostawił otwarte drzwi na wybiegu panter gdy pantery na nim były. Drzwi prowadzące na ścieżkę dla zwiedzających. Oba wydarzenia zostały zmiecione pod dywan.
Niewłaściwe warunki
– 59 proc. wybiegów i pomieszczeń w polskich ZOO nie spełnia warunków, które są wymagane przez polskie prawo. Boksy za małe. A dodam, że są to warunki dużo mniej restrykcyjne niż te w Unii Europejskiej – opowiada Łukasz Musiał, aktywista z inicjatywy BASTA!. – Zupełnym absurdem jest to, że w 2004 roku weszło rozporządzenie Ministra Środowiska, które jeszcze pomniejszyło przestrzeń życia dzikich zwierząt – dodaje. Organizacja od pewnego czasu filmuje warunki, jakie panują w polskich ZOO i wrzuca na swoją stronę.
Po pojawieniu się notatki Animalusa łódzkie ZOO zorganizowało konferencję prasową, na której odpierało zarzuty blogera. Dyrekcja ogrodu uznała, że bloger mści się dlatego, że został z placówki wyrzucony.
