
– Ostatnio człowiek umarł na tym szlaku na zawał. I jakoś was nie było – powiedział do protestujących ekologów na trasie do Morskiego Oko jeden z fiakrów. Władze starostwa podkreślają, że gdy na szlaku został ranny jeden z kierujących konnymi powozami, to protestujący "nie robili larum".
REKLAMA
Po tym, jak tylko w tym sezonie na popularnej górskiej "autostradzie" do obowiązkowego punktu w Tatrach padły trzy konie, w ramach testów wprowadzono tam sześcioosobowego meleksa. To nie w smak fiakrom.
Ostrożnie do zmian podchodzą również władze Tatrzańskiego Parku Narodowego. – Nie zaprzeczamy, że praca koni na tej trasie nie jest łatwa i wiąże się z wysiłkiem. Podjęliśmy więc decyzję o testowaniu pojazdu typu meleks. Na razie będzie to jeden pojazd sześcioosobowy, docelowo będziemy testować wózki ośmioosobowe – mówi w "Gazecie Wyborczej" Szymon Ziobrowski, dyrektor TPN.
Z kolei władze powiatu tatrzańskiego podejrzewają, że ekolodzy nie troszczą się o zwierzęta, ale chodzi im o pieniądze i meleksami mają przejąć biznes na trasie do Morskiego Oka. – Nie wykluczam, że za nagłaśnianiem rzekomego złego traktowania koni stoją producenci wózków elektrycznych, licząc na biznes w Tatrach – przekonuje starosta tatrzański Andrzej Gąsienica-Makowski.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
