
Dominik Zdort ma nowych wrogów. Po głośnym ataku skierowanym wobec fanów biegania, teraz jeden z czołowych publicystów "Rzeczpospolitej" uderza w posiadaczy psów. Tylko dlatego, że cierpi na kynofobię, proponuje stworzyć w Polsce "rezerwaty dla psiarzy".
REKLAMA
W kwietniu Dominik Zdort na łamach "Rzeczpospolitej" przekonywał, że Polskę ogarnęło "biegactwo", czyli "rozrywka dla ludzi o niezbyt subtelnej umysłowości". Tym razem "Rzeczpospolita" piórem jednego ze swoich czołowych publicystów postanawia rozprawić się z psiarzami. Wszystko dlatego, że Dominik Zdort psów nie lubi. Kreśli więc wizję idealnego świata, w którym posiadaczy psów należy... gromadzić w odgrodzonych obszarach miast.
"Chciałbym czuć się bezpieczny, gdy idę ulicą lub parkową alejką. Obowiązujące w Polsce przepisy dotyczące kontaktów między naszymi gatunkami niestety więcej mówią o prawach przysługujących psu niż człowiekowi. (...) Człowieka natomiast zwierzę może drażnić i straszyć, choćby nawet i złośliwie. Chroni nas tylko jeden enigmatyczny przepis, mówiący, że zabrania się puszczania psów bez możliwości ich kontroli" - żali się publicysta "Rzeczpospolitej".
I stwierdza, że poczuje się bezpieczny "dopiero wtedy, gdy we wszystkich miastach i mieścinach (...) powstaną zamknięte wybiegi. (...) Warto może wyasygnować też parę groszy na ogrodzenie w centrum Warszawy nawet i sporego placu, aby zgromadzić tam psiarzy. Najlepiej wszystkich razem (...). Proszę bardzo – niech spędzają tam nawet i całe dni za wysokim płotem, narażając tylko siebie samych i podobnych sobie kynofilów" - proponuje Dominik Zdort.
Pies to morderca, czyli "Rzeczpospolita" dołącza do tabloidów
Wszystko to publicysta okrasza powielaniem kłamliwych mitów na temat rzekomej morderczej natury ras sportowych. "Gdy widzę wbijający się we mnie wzrok psa, wysunięty między ostrymi zębiskami obśliniony jęzor, to mam wrażenie, że zwierzę zaraz rzuci mi się do gardła. Niezależnie od tego, czy naprzeciw mnie stoi łagodny ponoć z natury labrador, czy urodzony morderca pitbul terier" - pisze. "Taka ich psia natura, że potrafią sympatycznie bawić się z dzieckiem, a po chwili rzucić mu się do gardła i przegryźć aortę" - dodaje.
Wszystko to publicysta okrasza powielaniem kłamliwych mitów na temat rzekomej morderczej natury ras sportowych. "Gdy widzę wbijający się we mnie wzrok psa, wysunięty między ostrymi zębiskami obśliniony jęzor, to mam wrażenie, że zwierzę zaraz rzuci mi się do gardła. Niezależnie od tego, czy naprzeciw mnie stoi łagodny ponoć z natury labrador, czy urodzony morderca pitbul terier" - pisze. "Taka ich psia natura, że potrafią sympatycznie bawić się z dzieckiem, a po chwili rzucić mu się do gardła i przegryźć aortę" - dodaje.
Powtarzanie takich tabloidowych bzdur powoduje, że nawet w Europie panuje przyzwolenie na przykład na to, iż Rumunii na porządku dziennym jest masowe uśmiercanie psów wszelkich ras. Nie lepiej jest w Polsce, gdzie ofiarami medialnej nagonki są szczególnie tzw. "bullowate", które w schroniskach często uśmiercane są tylko ze względu na to, iż reprezentują rasę, o której w "Fakcie" lub "Super Expressie" pisze się "psi mordercy". Dziś do tabloidów dołącza "Rzeczpospolita".
Delegując Dominika Zdorta do ataku na psiarzy redakcja renomowanego teoretycznie dziennika popełniła jednak ten sam błąd, co przy okazji organizowania hejtu na biegaczy. Redaktor Zdort w obu tekstach udowadnia bowiem jedynie tyle, że prowadzi taki styl życia, który rekompensować musi sobie korzystając z możliwości wypowiadania się na tematy, o których nie ma zielonego pojęcia.
Kynofob potrzebuje terapii, nie ośmieszenia na łamach prasy
W przypadku jego ostatniego tekstu bulwersujące nie jest jednak tak to, że Dominik Zdort proponuje zabezpieczanie praw osób cierpiących na kynofobię. Bo rzeczywiście warto przypominać, że to znane medycynie zaburzenie psychiczne sklasyfikowane zarówno w klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (DSM-IV), jak i Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-10. Zmagający się z nim ludzie zasługują więc na okazanie im zrozumienia, na które często nie stać wielu posiadaczy psów, którzy obawy kwitują stwierdzeniem "mój pies nie gryzie".
W przypadku jego ostatniego tekstu bulwersujące nie jest jednak tak to, że Dominik Zdort proponuje zabezpieczanie praw osób cierpiących na kynofobię. Bo rzeczywiście warto przypominać, że to znane medycynie zaburzenie psychiczne sklasyfikowane zarówno w klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (DSM-IV), jak i Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-10. Zmagający się z nim ludzie zasługują więc na okazanie im zrozumienia, na które często nie stać wielu posiadaczy psów, którzy obawy kwitują stwierdzeniem "mój pies nie gryzie".
Problem w tym, że cierpiący na kynofobię potrzebują raczej profesjonalnego wsparcia, które oferuje już także wiele ośrodków terapeutycznych w Polsce, a nie umożliwienia im wylewania swych frustracji w tekstach prasowych w tytułach o ogólnopolskim zasięgu.
"Trudno żebym miał pretensję do psów to, że są psami" - pisze przytomnie w swym tekście Dominik Zdort. Mając świadomość tego, jak wielkim problemem jest kynofobia, tak samo trudno mieć pretensje do niego, że ten tekst napisał. Zupełnie uzasadnione są tymczasem pretensje pod adresem "Rzeczpospolitej", która w pogoni za tanią sensacją na problemie członka swojej redakcji żeruje i pozwala mu na publiczne ośmieszenie.
Źródło: Rp.pl
