Koń na balkonie w Grajewie.
Koń na balkonie w Grajewie. Zrzut ekranu z Facebooka

To zdjęcie podbiło polski internet. Koń na balkonie błyskawicznie rozszedł się po facebook'owych tablicach i mediach. Trudno się dziwić – wygląda co najmniej absurdalnie. Jednak prawda jest nieco inna, niż może się na pierwszy rzut oka wydawać.

REKLAMA
To zdjęcie stało się hitem. Mało kto potrafił przejść obojętnie obok... konia na balkonie. Jeden z mieszkańców Grajewa zauważył nietypowe zjawisko. Ochrzczono go nawet jako "balkoń". Oprócz uśmiechów pojawiło się także sporo krytycznych głosów pod adresem właściciela. W tamtejszym urzędzie miasta dowiedzieliśmy się, że choć spływają w tej sprawie zapytania, to nie będzie żadnej oficjalnej interwencji służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo zwierząt.
Powód jest prosty: konia na balkonie już nie ma, ani nie działo mu się nic złego. Przede wszystkim dlatego, że – wbrew temu co myśleli internauci – nie jest to blok, a dom jednorodzinny. Poza tym balkon jest na parterze, a koń... wszedł na niego sam. Po schodkach.
W tej sprawie skontaktował się także sam zainteresowany – nie koń, a jego właściciel.

(...)Klacz znajdowała się na parterze przy wejściu jednorodzinnego domu oraz nic nie wpływało na bezpieczeństwo zwierzęcia. Błąd opisu proszę uzasadnić umiejętnym wykadrowaniem zdjęcia (zostało zrobione w taki sposób, aby zmanipulować odbiorcę do uwierzenia w fakt, iż koń naprawdę znajdował się na balkonie. Prawdą jest to, że klacz pokonała jedynie odległość 3 schodków. Koń nie znajdował się w żadnym bloku czy też wieżowcu.

Na Google Maps widać, że faktycznie – koń mógł wejść na balkon sam i nic złego mu się nie działo.
logo
Tak wygląda dom i balkon, na którym stał koń. Zrzut z Google Maps