Czy znów będzie można strzelać do łosi? Ekolodzy protestują.
Czy znów będzie można strzelać do łosi? Ekolodzy protestują. Fot. Shutterstock.com

W latach 90-tych z powodu polowań łosie w Polsce zostały niemal wytrzebione. Dziś wedle oficjalnych danych jest ich ok. 14 tys. Ministerstwo Środowisko uważa, że to za dużo i chce w 6 województwach znieść zakaz polowań na te zwierzęta. Pomysł popierają myśliwi. Ekolodzy są oburzeni.

REKLAMA
Łapy precz od łosi!” – brzmi nazwa prowadzonej na Facebooku akcji skierowanej przeciwko najnowszemu projektowi rozporządzenia Ministra Środowiska. Dokument ten znieść ma wprowadzony w 2001 roku zakaz polowań na łosie. Choć minister chce pozwolić na odstrzał zwierząt tylko na terenach położonych na wschód od Wisły i argumentuje, że łosie niszczą uprawy leśne i powodują wypadki samochodowe, aż 11 tys. internautów uznało ten pomysł za chybiony i dołączyło do facebookowej akcji sprzeciwu.
– Obowiązujący od 13 lat zakaz odstrzału łosi pozwolił uratować populację, całkowicie przetrzebioną na skutek polowań w latach 80’ i 90’ XX wieku. Szokujące jest to, że projekt rozporządzenia przewiduje odstrzał łosi na zasadach sprzed wprowadzenia moratorium – powiedziała portalowi Ekologia.pl Anna Plaszczyk, organizatorka facebookowego protestu. I jej głos nie jest odosobniony.
Odszkodowania kontra turystyka łosiowa
Przeciwko pomysłowi uchylenia na najbliższe dwa lata wprowadzonego 13 lat temu moratorium na odstrzał łosi wypowiedzieli się też naukowcy z PAN oraz Państwowa Rada Ochrony Przyrody. Projekt rozporządzenia spotkał się też z ostrą krytyką organizacji ekologów, którzy wspólnie (jako koalicja “Niech żyją!”) przedstawili swoje stanowisko na 14 stronach opublikowanego w sieci dokumentu.
Jakie argumenty podnoszą? – Generalnie gęstość występowania łosi w Polsce jest niewielka. Problem ich nadmiernego zagęszczenia jest jedynie lokalny. Tymczasem Ministerstwo chce zezwolić na strzelanie na terenie aż sześciu województw i to bez skutecznej kontroli odstrzałów – twierdzi w rozmowie z naTemat Arkadiusz Glaas, koordynator koalicji Niech Żyją! i uczestnik akcji “Nie zabijajcie nam łosi”.
Arkadiusz Glaas

Ministerstwo Środowiska strasząc opinię publiczną wypadkami drogowymi i rzekomo ogromnymi szkodami powodowanymi przez łosie manipuluje danymi i wprowadza nas wszystkich w błąd. Szkody łosiowe w skali roku w całym kraju kosztują mniej więcej tyle, co szkody wyrządzone przez bobry w samym tylko województwie podlaskim, a zwierzęta jako przyczyna wypadków są w policyjnych statystykach na przedostatnim miejscu – przed dziurami w drogach.


Ekolodzy dodają też, że choć Ministerstwo Środowiska w uzasadnieniu projektu rozporządzenia pisze o odszkodowaniach wynoszących 1,4 mln zł, to roczne wpływy z "turystyki łosiowej" w samej tylko Dolinie Biebrzy wynoszą ok. 14 mln zł rocznie.
Ale takim argumentom sprzeciwiają się myśliwi. Bartłomiej Popczyk, szef wydziału hodowli zwierzyny w Polskim Związku Łowieckim, w rozmowie z naTemat przekonuje, że odszkodowania mogą w przyszłości być znacznie wyższe.
Popczyk przytacza przykład dzików, które wyrządzają największe szkody w płodach i uprawach rolnych. Wedle Popczyka jest ich w Polsce obecnie ok 280 tys., a odszkodowania z tytułu wyrządzonych przez nie szkód wynoszą blisko 80 mln zł. – Gdyby nie pozyskiwać ich przez 3 lata, populacja zwiększyłaby swoją liczebność kilkukrotnie. Czy ekolodzy będą wtedy łożyć na te odszkodowania? – pyta.

Dodaje też, że jeśli spojrzeć na populację wszystkich łownych gatunków zwierząt kopytnych w Polsce, to w każdym przypadku zauważymy wzrost ich liczebności. – Dlatego potrzebna jest gospodarka łowiecka, która pozwala osiągnąć i utrzymać optymalną liczebność populację danego gatunku – twierdzi Popczyk.
Powrót do lat 90-tych?
Jednak Glaas twierdzi, że samo ministerstwo jeszcze 2 lata temu szacowało liczbę łosi w Polsce na 16 tys. – I wtedy zapewniano, że ochrona łosia będzie kontynuowana. Dziś łosi oficjalnie jest 13700 i nagle okazało się, że trzeba je odstrzelić. W ten sposób wracamy do sytuacji z lat 90-tych, kiedy polowania doprowadziły do tego, że w Polsce zostało zaledwie 1,5 tys. tych zwierząt – ocenia ekolog.
Jednak przedstawiciel PZŁ uważa, że nie ma podstaw do wnioskowania, by zniesienie moratorium na dwa lata miało przetrzebić populację łosi. – Zresztą ministerialny projekt zakłada, że po tym czasie zakaz polowań można wprowadzić z powrotem, proszę pamiętać że łosie także mają roczny przyrost populacji – mówi Popczyk.
Nasz rozmówca dodaje, że w niektórych miejscach, jak np. w nadleśnictwie Knyszyn, zagęszczenie łosi wynosi dzisiaj nawet 50 osobników na 1000 ha, tymczasem za optimum uważa się liczbę 5-10 nawet do 15 zwierząt na 1000 ha. Arkadiusz Glaas podważa jednak taki sposób myślenia o ochronie nie tylko łosi, ale i w ogóle przyrody.
– Paradoksem jest, że w Polsce najwięcej do powiedzenia o ochronie przyrody mają myśliwi i Lasy Państwowe. Ci pierwsi zajmują się “gospodarką łowiecką”, polegającą na karmieniu, a później “pozyskiwaniu”, czyli zabijaniu zwierząt, zaś Lasy Państwowe traktują lasy jako fabryki drewna, dbając przede wszystkim o zysk. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy takiej właśnie ochrony przyrody chcemy – podsumowuje ekolog.
Termin konsultacji społecznych dla projektu rozporządzenia Ministra Środowiska upłynął 9 czerwca. Wkrótce powinno okazać się, jak resort ustosunkuje się do zgłaszanych zastrzeżeń.